#20 Siła zespołu w pośrednictwie nieruchomości ? gość Robert Fertała

Warszawski rynek nieruchomości jest dynamiczny, złożony i pełen wyzwań. Zarówno kupujący, jak i sprzedający poszukują partnera, który nie tylko zna się na transakcjach, ale jest w stanie zaoferować coś więcej – pewność, kreatywność i wsparcie na każdym etapie procesu. Co jest zatem kluczem do najwyższej jakości usług? Czy jest to talent pojedynczej gwiazdy, czy może siła płynąca ze współpracy?

W najnowszym odcinku naszego podcastu zagłębiliśmy się w ten temat z naszym gościem specjalnym, Robertem Fertała, dyrektorem oddziału Freedom Nieruchomości. Rozmowa rzuciła nowe światło na to, dlaczego w Eteria.pl tak mocno wierzymy, że prawdziwą supermocą w branży jest zgrany i synergiczny zespół.

Agent solista vs. gracz zespołowy

Na rynku działają zarówno tzw. „wolni strzelcy”, jak i agenci będący częścią większych biur. Samodzielny agent niewątpliwie ma swoje plusy – jest w pełni odpowiedzialny za siebie i swoje działania. Jednak, jak słusznie zauważył nasz gość, taka osoba jest „skazana tylko i wyłącznie na siebie”.

Dla klienta oznacza to dostęp do doświadczenia i perspektywy tylko jednej osoby. A co w sytuacji, gdy transakcja jest skomplikowana lub nieruchomość wymaga niestandardowego podejścia?

Tu właśnie objawia się potęga zespołu. Jak mówi znane przysłowie, które przytoczyliśmy w podcaście: „Jeżeli chcesz iść szybko – idź sam. Jeżeli chcesz zajść daleko- idźcie razem”. W zgranym zespole doświadczenie pojedynczego agenta jest mnożone przez wiedzę i sukcesy wszystkich jego członków.

„Firma robi 100 transakcji i masz te 100 case’ów przerobionych. Jesteś bardziej przygotowany na inne rzeczy, czego samemu jest dość trudno doświadczyć.”

Wybierając profesjonalną agencję nieruchomości, która stawia na pracę zespołową, klient zyskuje dostęp do zbiorowej mądrości, dziesiątek rozwiązanych problemów i setek udanych transakcji.

Anatomia zespołu, który osiąga sukcesy

Nie każdy zespół jest w stanie wygenerować efekt synergii, gdzie „1+1 daje 11”. Kluczem jest odpowiednia budowa i kultura organizacyjna. Na co zwracamy uwagę, budując nasz zespół w Eteria.pl? Nasz gość, Robert Fertała, podzielił się filozofią, która jest nam niezwykle bliska.

Fundament? Wspólne wartości, a nie CV.

Doświadczenie jest ważne, ale nie jest najważniejsze. Podczas rekrutacji kluczowe staje się to, jakimi wartościami kieruje się kandydat. Czy jego celem jest wyłącznie „agresywna kasa”, czy może misja i chęć realnej pomocy klientom?

„Dla mnie niekoniecznie ważne jest to, co człowiek wcześniej robił, jakie ma naładowane CV […], ale to właśnie jakimi wartościami się prowadzi.”

Dzięki takiemu podejściu mamy pewność, że nasi agenci stawiają na pierwszym miejscu dobro klienta, uczciwość i transparentność.

Siła pozytywnego nastawienia

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wielki wpływ na nasze działania mają słowa, których używamy? W zespole naszego gościa świadomie eliminuje się słowa o negatywnym zabarwieniu, takie jak:

  • „Poświęcenie” – zastępowane przez „zaangażowanie”.
  • „Muszę” – zastępowane przez „chcę” lub „wybieram”.
  • „Masakra” czy „nie da się” – usuwane ze słownika jako blokujące kreatywność.

Taka dbałość o język buduje proaktywną i pozytywną atmosferę, która przekłada się na energię i determinację w dążeniu do celu – czyli sukcesu transakcji naszego klienta.

Jak siła zespołu przekłada się na Twoją korzyść?

Wszystkie te elementy – wartości, komunikacja, atmosfera tworzą fundament, na którym budujemy realne korzyści dla osób, które nam zaufały.

„Burza mózgów” – Nasza tajna broń na trudne nieruchomości

Co się dzieje, gdy sprzedaż nieruchomości napotyka trudności? W pojedynkę agent może wpaść w ślepy zaułek. W zespole organizujemy sesje „burzy mózgów”. Kilkanaście osób analizuje ofertę, marketing, prezentację i strategię cenową, generując nowe pomysły. Efekt?

„Nieraz jak mamy jakieś takie case, gdzie nieruchomość stoi i się nie sprzedaje i robimy burzę mózgów  […] po tygodniu nagle nieruchomość się sprzedaje.”

To namacalny dowód na to, że zbiorowa inteligencja zespołu potrafi zdziałać cuda tam, gdzie indywidualne wysiłki zawodzą.

Rozwój agenta, to lepsza jakość usługi dla Ciebie

Największą, choć często ukrytą korzyścią pracy w zespole jest ogromny rozwój osobisty i mentalny jego członków. Agent otoczony inspirującymi ludźmi, mający dostęp do szkoleń i wsparcia, staje się lepszym profesjonalistą. Jest bardziej świadomy, ma szerszą perspektywę i potrafi skuteczniej prowadzić negocjacje i rozwiązywać problemy. Jego rozwój to Twoja korzyść.

Powyższy wpis powstał na bazie inspirującej rozmowy, którą odbyliśmy w ramach podcastu. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów na temat budowania zespołów odnoszących sukcesy i posłuchać całej, fascynującej rozmowy. Zapraszamy do odsłuchania pełnego odcinka na naszej stronie oraz platformach streamingowych.

Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#19 Lokale gastronomiczne – z czym to się je? gość Michał Konstanty

Marzenie o własnej restauracji, tętniącej życiem kawiarni czy modnym barze w sercu Warszawy rozpala wyobraźnię wielu przedsiębiorców. Jednak za romantyczną wizją kryje się jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających biznesów. Sukces w gastronomii to wypadkowa wielu czynników – od wyjątkowego konceptu, przez jakość serwowanych dań, aż po marketing. Jednak fundamentem, na którym buduje się całe przedsięwzięcie, jest odpowiednio dobrany lokal.

W Eteria.pl doskonale rozumiemy, że zła decyzja na tym etapie może zaważyć na przyszłości całego biznesu. Dlatego w naszym ostatnim podcaście gościliśmy Michała Konstantę, eksperta z ponad 10-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych, aby dogłębnie przeanalizować, na co zwrócić uwagę, szukając idealnego miejsca na gastronomicznej mapie Warszawy. Oto esencja tej rozmowy i kluczowe wskazówki dla przyszłych restauratorów oraz inwestorów.

Wymagania techniczne, o którym nie można zapomnieć

Zanim zakochasz się w klimatycznym wnętrzu czy doskonałej lokalizacji, musisz przeprowadzić chłodną, techniczną analizę. To absolutna podstawa, która zadecyduje, czy Twój koncept w ogóle będzie mógł w danym miejscu funkcjonować.

Najważniejsze aspekty techniczne:

  • Wentylacja: Jak podkreśla Michał Konstanta, kluczowy jest „niezależny kanał wentylacyjny pociągnięty na dach”. W starszych kamienicach może to być niewykonalne, co z góry dyskwalifikuje lokal pod kuchnię serwującą ciepłe dania. Należy uzyskać zgodę właściciela na ewentualne poprowadzenie instalacji po elewacji.
  • Moc prądu: Profesjonalne urządzenia kuchenne mają ogromne zapotrzebowanie na energię. Upewnij się, że instalacja w budynku podoła temu wyzwaniu.
  • Zgoda wspólnoty mieszkaniowej: To często największa przeszkoda. Bez pisemnej zgody wspólnoty nie uzyskasz koncesji na sprzedaż alkoholu. Jak zauważył nasz ekspert, brak alkoholu w ofercie dla większości restauracji oznacza „dużą stratę” i może przesądzić o braku rentowności.
  • Ogródek gastronomiczny: Dodatkowa przestrzeń na zewnątrz to ogromny atut, zwłaszcza w sezonie letnim. Jego utworzenie również wymaga zgody wspólnoty.

Praktyczna porada: Zanim podpiszesz umowę najmu, zdobądź wszystkie niezbędne zgody na piśmie. Ustne obietnice, nawet od agenta czy członka zarządu wspólnoty, nie mają żadnej mocy prawnej.

Lokalizacja, lokalizacja i… nowe trendy

Kiedyś odpowiedź była prosta: Śródmieście i główne ulice z dużym natężeniem ruchu pieszego. Dziś rynek jest znacznie bardziej zniuansowany.

Jeszcze 5 lat temu odpowiedziałbym, że absolutnie Śródmieście (…). Dzisiaj tak naprawdę te lokalizacje satelitarne typu na małych osiedlach (…) nabierają znaczenia ze względu na to, że ludzie teraz rzadziej chcą przyjeżdżać do centrum.” – Michał Konstanta

Gdzie warto szukać?

  • Lokalizacje „satelitarne”: Duże osiedla mieszkaniowe na Mokotowie, Ursynowie czy Białołęce to ogromny, niewykorzystany potencjał. Mieszkańcy, często pracujący zdalnie, chętnie wybiorą dobrą restaurację w swojej najbliższej okolicy.
  • Nowe koncepcje: Coraz popularniejsze stają się kuchnie nastawione wyłącznie na dostawy. W tym modelu estetyka lokalu nie ma znaczenia – liczy się strategiczne położenie zapewniające szybki czas dostawy do gęsto zaludnionych obszarów.
  • Śródmieście wciąż w grze: Oczywiście centrum Warszawy nadal jest atrakcyjne, ale staje się coraz trudniej dostępne komunikacyjnie, co należy wziąć pod uwagę przy określaniu grupy docelowej.

Od kogo wynająć lokal? Analiza ryzyka

Wybór wynajmującego ma ogromny wpływ na elastyczność i bezpieczeństwo Twojego biznesu. Każda z opcji ma swoje wady i zalety.

  • Fundusze inwestycyjne (np. w biurowcach):
    • Plusy: Profesjonalizm, stabilność, często oferują wsparcie finansowe na start (dopłaty do wykończenia lokalu, wakacje czynszowe).
    • Minusy: Brak elastyczności. Umowy są długoterminowe (minimum 5 lat), na czas oznaczony i nie ma możliwości wcześniejszego ich rozwiązania. Jak mówi Michał: „Funduszu nie będzie interesowało po 3 latach, że ci biznes nie poszedł. Masz zapłacić chłopie za 5 lat”.
  • Właściciel prywatny:
    • Plusy: Zdecydowanie większa elastyczność. W razie problemów istnieje możliwość negocjacji i polubownego rozwiązania umowy.
    • Minusy: Mniejsze prawdopodobieństwo uzyskania wsparcia finansowego na adaptację lokalu.
  • Miasto (ZGN – Zakład Gospodarowania Nieruchomościami):
    • Plusy: Dostęp do unikalnych, historycznych lokalizacji.
    • Minusy: Krótkie, 3-letnie umowy zawierane w drodze przetargu. Brak możliwości negocjacji warunków. Miasto może wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym, jeśli będzie potrzebowało lokalu na własne cele, bez zwrotu poniesionych przez najemcę nakładów.

Czy warto kupić lokal pod gastronomię?

Inwestycja w lokal z przeznaczeniem na gastronomię może być niezwykle dochodowa, oferując stopę zwrotu na poziomie 10-12%. Należy jednak pamiętać o kilku kluczowych kwestiach:

  1. Dostępność: Najlepsze lokale w centrum Warszawy są praktycznie niesprzedawalne, ponieważ należą do miasta lub funduszy.
  2. Weryfikacja najemcy: Stabilność biznesu jest kluczowa. Doświadczony restaurator z siecią lokali to gwarancja stałego dochodu na lata. Początkujący przedsiębiorca to znacznie wyższe ryzyko.
  3. Uniwersalność lokalu: Najbezpieczniejsza inwestycja to lokal, który oprócz gastronomii, może być z łatwością zaadaptowany pod inną działalność, np. aptekę czy gabinet lekarski.

Trzy złote rady od Eksperta na koniec

Podsumowując naszą rozmowę z Michałem Konstantą, wyłoniliśmy trzy (a właściwie cztery) kluczowe porady dla każdego, kto planuje wynająć lokal gastronomiczny:

  1. Sprawdź kwestie techniczne: Upewnij się, że masz zapewnioną sprawną wentylację, pisemną zgodę na koncesję i możliwość wystawienia ogródka.
  2. Zweryfikuj stan prawny: Upewnij się, że wynajmujący ma pełne prawo do dysponowania nieruchomością.
  3. Przeanalizuj biznes w Excelu: Skrupulatnie policz, czy czynsz i koszty adaptacji lokalu nie „zabiją” Twojego biznesu, zanim ten na dobre wystartuje.
  4. Negocjuj wkład wynajmującego: Nie zgadzaj się na wykończenie lokalu w stanie deweloperskim wyłącznie z własnych środków. Kluczowe instalacje (wentylacja, klimatyzacja) to trwałe ulepszenia, które podnoszą wartość nieruchomości. Warto negocjować, aby właściciel partycypował w tych kosztach.

Powyższy artykuł powstał na bazie niezwykle merytorycznej rozmowy, którą przeprowadziliśmy w ramach naszego podcastu. Jeśli planujesz otworzyć własny lokal gastronomiczny lub zainwestować w nieruchomość komercyjną, gorąco zachęcamy do odsłuchania pełnego odcinka z Michałem Konstantą. Znajdziesz w nim jeszcze więcej szczegółowych informacji, przykładów i cennych porad prosto z rynku. Zapraszamy do słuchania!

Chcesz nas poznać lepiej?

Michal Konstanty – Doradca ds. Nieruchomości komercyjnych : https://www.facebook.com/blake.carrington007

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#18 Jak kupować nieruchomości taniej, niż konkurencja – wygrywanie «castingów».

Na konkurencyjnym rynku nieruchomości w Warszawie często panuje przekonanie, że wygrywa ten, kto zaoferuje najwyższą cenę. Licytacje, mnogość chętnych na jedną nieruchomość i presja czasu zdają się to potwierdzać. 

Jednak w Eteria.pl, na podstawie dziesiątek sfinalizowanych transakcji, wiemy, że to tylko część prawdy. Prawdziwa przewaga negocjacyjna leży gdzie indziej – w zrozumieniu ludzkiego aspektu sprzedaży. Jak powiedział Jeff Bezos: „Nie martwi mnie ktoś, kto oferuje ceny o 5% niższe. Niepokoi mnie ktoś, kto może zaoferować lepsze doznania dla klienta.”

W dzisiejszym wpisie, bazując na historiach z naszego podcastu, pokażemy Wam, jak wygrywać negocjacje, stawiając na empatię, zaufanie i profesjonalne wsparcie, które dla sprzedającego okazują się cenniejsze niż dodatkowe tysiące złotych na koncie.

Klucz do sukcesu: Zrozum potrzeby sprzedającego

Zanim przejdziemy do rozmów o cenie, zawsze zadajemy sobie fundamentalne pytanie: co tak naprawdę jest problemem lub największą potrzebą sprzedającego? Wbrew pozorom, w 70% przypadków odpowiedź nie brzmi: „maksymalizacja zysku”.

Sprzedaż nieruchomości to dla wielu osób ogromny stres, niepewność i proces, przez który przechodzą raz lub dwa razy w życiu. Często chcą nie tylko pozbyć się problemu (zadłużenie, podział majątku po rozwodzie, pilna przeprowadzka), ale przede wszystkim pragną, aby ktoś zajął się tym problemem za nich. Chcą poczuć się bezpiecznie i zaufać osobie po drugiej stronie.

Case Study #1: Bezpieczeństwo cenniejsze niż 20 000 zł

Nasza ekspertka, Natalia, brała udział w licytacji mieszkania przy ul. Jana Pawła w Warszawie. Na stole leżały trzy oferty: 390 tys. zł, 380 tys. zł (z kredytem) i propozycja Natalii 370 tys. zł. Sprzedającymi było starsze małżeństwo mieszkające na stałe w Irlandii, które chciało ostatecznie zamknąć swoje sprawy w Polsce.

„Wydawało mi się, że tak naprawdę nie mam szans… natomiast ja o tyle złapałam mocną sympatię z tym państwem. Byli bezradni, ale byli bardzo życzliwi. Wiedziałam, że oni totalnie nie rozumieją formalności, jakich czekają.” – wspomina Natalia.

Zamiast licytować w górę, Natalia bez żadnej gwarancji sukcesu wzięła kartkę i rozpisała im cały proces krok po kroku: jakie dokumenty przygotować, do jakich urzędów się udać, a nawet dała kontakty do sprawdzonych kancelarii i firm przeprowadzkowych. Zapewniła ich, że jeśli wybiorą jej ofertę, weźmie na siebie całą organizację transakcji.

Efekt? Telefon 5 minut po spotkaniu. Państwo wybrali jej ofertę o 20 000 zł niższą od najwyższej, ponieważ, jak sami stwierdzili: „pieniądze to nie wszystko, a poczuli się z nią najbardziej komfortowo i bezpiecznie.”

Case Study #2: Jak (nie)prowadzić rozmowy, czyli lekcja warta 100 000 zł

Inna sytuacja dotyczyła sprzedaży nieruchomości przy ul. Namysłowskiej. Właścicielem był nieufny, starszy pan z zagranicy, dla którego poczucie bezpieczeństwa było absolutnym priorytetem. Pojawił się klient oferujący cenę, której właściciel oczekiwał. Transakcja wydawała się pewna, aż nagle sprzedający powiedział „NIE”.

Dlaczego? Ponieważ potencjalny kupujący podczas spotkania skupił się wyłącznie na oglądaniu mieszkania, rzucił kilka uwag, które sprzedający odebrał jako krytykę jego własności i kompletnie zignorował go jako człowieka. Sprzedający poczuł się tak niepewnie, że wolał zostać z nieruchomością, niż robić interesy z kimś, komu nie ufał.

Jakiś czas później do gry wkroczył Cezary. „Oglądanie nieruchomości trwało 5 minut, a tak naprawdę chyba 1,5 godziny spędziliśmy na konwersacji z klientem, skąd jest, jaką ma historię życia, czemu sprzedaje…”  – opowiada Cezary. Zbudował relację, okazał szczere zainteresowanie i zdobył zaufanie. Dopiero wtedy złożył ofertę o blisko 100 000 zł niższą niż ta, którą właściciel wcześniej odrzucił.

Efekt? Transakcja została sfinalizowana. Sprzedający świadomie zrezygnował z ogromnej kwoty, wybierając spokój, pewność i „dobrego człowieka”, z którym nie bał się przeprowadzić transakcji.

Case Study #3: Wygraj „Casting na kupującego”

Czasem kluczem jest nie tylko empatia, ale też szybkość i wyczucie. Natalia dostała wieczorem telefon w sprawie atrakcyjnego mieszkania przy ul. Brazylijskiej. Wiedziała, że na rano umówieni są już inni chętni. „Zasada w nieruchomościach brzmi: time kills the deal” – mówi. Nalegała na spotkanie jeszcze tego samego wieczoru.

Na miejscu zastała trzy siostry – współwłaścicielki. Szybko podjęła decyzję o zakupie i złożyła ofertę. Siostry chciały jednak poczekać do rana. Czując, że dalsze naciskanie może zepsuć relację, Natalia zastosowała genialny manewr.

„Zaproponowałam im takie rozwiązanie: słuchajcie, ja sobie przejdę na spacer, też jeszcze chwilę się zastanowię… wrócę do państwa za 15-20 minut i podejmiemy tę decyzję, na spokojnie.”

Ten gest – danie im przestrzeni i okazanie szacunku przeważył szalę. Po jej powrocie podpisały umowę. Co więcej, następnego dnia otrzymały ofertę na tyle wyższą, że opłacałoby im się zerwać umowę z Natalią i zwrócić jej podwójny zadatek. Nie zrobiły tego. Dlaczego? Bo wygrała „casting na osobę ważniejszą od pieniędzy”. Polubiły ją, a komfort i wzajemna sympatia okazały się bezcenne.

Twoja przewaga negocjacyjna

Historie naszych ekspertów pokazują jedno: aby wygrywać w nieruchomościach, musisz być kimś więcej niż tylko oferentem.

  1. Diagnozuj prawdziwą potrzebę: Zastanów się, co jest największym problemem sprzedającego oprócz pieniędzy.
  2. Buduj relację: Bądź człowiekiem, nie handlowcem. Pokaż szczere zainteresowanie i empatię.
  3. Zapewnij bezpieczeństwo: Poprowadź sprzedającego „za rękę”, zwłaszcza jeśli jest laikiem w temacie nieruchomości. Twoja wiedza i wsparcie to ogromna wartość.
  4. Myśl o doświadczeniu: Twoja oferta to nie tylko cena. To także pewność, spokój i komfort, jakie zapewniasz drugiej stronie.

Stawiając klienta i jego potrzeby na pierwszym miejscu, nie tylko zyskujesz ogromną przewagę w negocjacjach, ale także budujesz reputację, która w tej branży jest najcenniejszą walutą.

Powyższy artykuł powstał na bazie najnowszego odcinka naszego podcastu. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów na temat opisanych transakcji i wysłuchać rozmowy Natalii i Cezarego w całości, serdecznie zapraszamy do odsłuchania pełnego epizodu na Twojej ulubionej platformie podcastowej!

Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#17 Sekrety Doradcy ds. Nieruchomości. Gość Daria Sigarova

Rynek nieruchomości w Warszawie to dynamiczne środowisko, pełne zarówno niezwykłych okazji, jak i potencjalnych pułapek. Wielu z nas, myśląc o sprzedaży lub zakupie mieszkania, zadaje sobie pytanie: „Czy naprawdę potrzebuję pośrednika?”. Wokół tego zawodu narosło wiele mitów, a negatywne doświadczenia niektórych osób rzucają cień na całą branżę.

Co jednak, jeśli powiemy Wam, że profesjonalny doradca to nie koszt, a najlepsza inwestycja w całym procesie? Że to ktoś, kto bierze na siebie ogromną odpowiedzialność, prowadzi przez labirynt formalności i zdejmuje z barków stres, który często towarzyszy transakcjom wartym setki tysięcy złotych?

W najnowszym odcinku naszego podcastu gościliśmy Darię Sigarovą, jedną z czołowych doradczyń w Eteria.pl. Jej historia to gotowy scenariusz na film – od bolesnego rozczarowania usługami pośrednika, po zostanie jednym z najbardziej cenionych ekspertów w branży. Opowieść Darii to najlepszy dowód na to, czym naprawdę jest praca doradcy nieruchomości z pasją.

Od rozczarowania do misji

Każdy ma swoją motywację. Dla Darii impulsem do wejścia w świat nieruchomości było… osobiste, przykre doświadczenie. Jak sama przyznaje, została oszukana na dużą kwotę przez nieuczciwą pośredniczkę z popularnej agencji.

„Zrobiła mi taką krzywdę, że postanowiłam, że muszę poznać to wszystko od wewnątrz, żeby sprawdzić, czy faktycznie ta branża jest o tyle niepewna.”

To bolesne zdarzenie stało się dla niej misją. Postanowiła, że sama zostanie agentką, ale taką, która będzie zaprzeczeniem wszystkich negatywnych stereotypów. Chciała udowodnić, że w tym zawodzie można działać etycznie, profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem w dobro klienta. To doświadczenie, choć trudne, dało jej unikalną perspektywę i empatię wobec obaw, z jakimi borykają się klienci.

Prawdziwe oblicze pracy agenta nieruchomości

Wbrew powszechnemu przekonaniu, praca agenta nieruchomości to nie jest zajęcie „od 9 do 17”. To styl życia, który wymaga znacznie więcej niż tylko umieszczania ogłoszeń w internecie. Daria podkreśla kilka kluczowych aspektów, o których klienci często nie wiedzą.

Ogromna odpowiedzialność

Kiedy powierzasz komuś sprzedaż swojego mieszkania, przekazujesz mu odpowiedzialność za jedną z najważniejszych transakcji w życiu.

„Ty musisz być dorosłą, dojrzałą osobą, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność za nieruchomość innego człowieka, za proces sprzedaży czy nabycia, za wszystkie dokumenty, za wszystkie formalności, za tak naprawdę nawet część życia swoich klientów.”

Dobry doradca zdaje sobie sprawę z tego ciężaru. Każdy jego krok ma bezpośredni wpływ na finansowe i życiowe bezpieczeństwo klienta. To nie presja, ale fundament profesjonalizmu.

Psycholog, prawnik i przyjaciel w jednym

Sprzedaż nieruchomości rzadko kiedy jest tylko transakcją finansową. Często wiąże się z ogromnymi emocjami – rozstaniem z miejscem pełnym wspomnień, przeprowadzką, nowym etapem w życiu. Daria podkreśla, że jej praca to w dużej mierze bycie wsparciem dla klienta. Jednocześnie, choć nie jest prawnikiem, musi posiadać szeroką wiedzę z tego zakresu, aby bezpiecznie przeprowadzić klienta przez wszystkie formalności.

Mistrzostwo w zarządzaniu czasem i chaosem

Praca agenta to ciągłe żonglowanie zadaniami: telefony, spotkania, prezentacje, przygotowywanie dokumentów, negocjacje, marketing. Daria mówi wprost:

„Ty jesteś dla nich, a nie Oni dla ciebie.”

To oznacza pełną elastyczność i dostosowanie się do rytmu życia klienta. Profesjonalista potrafi zapanować nad tym chaosem, ustalając priorytety tak, aby cały proces przebiegał płynnie i bez zbędnego stresu dla sprzedającego czy kupującego.

Kiedy teoria spotyka rzeczywistość

Najlepiej wartość dobrego agenta widać na konkretnych przykładach. Daria podzieliła się dwiema historiami, które pokazują, z jakimi wyzwaniami mierzy się na co dzień.

Case Study 1: Transakcja wiązana – Połączenie emocji i logistyki

Klientka Darii znalazła się w trudnej sytuacji życiowej. Musiała w bardzo krótkim czasie sprzedać swoje wieloletnie mieszkanie, pełne wspomnień po ukochanym mężu, i jednocześnie znaleźć nowe, które spełniałoby bardzo konkretne, niemal marzycielskie kryteria (m.in. widok na Pałac Kultury i Nauki). To tzw. transakcja wiązana – logistyczna układanka, w której najmniejszy błąd mógł zburzyć cały plan.

Dzięki empatii, zaangażowaniu i odrobinie szczęścia, Darii udało się znaleźć gotówkowego nabywcę na mieszkanie klientki i w tym samym czasie wyszukać idealny apartament do zakupu. Sukces tej transakcji sprawił, że relacja zawodowa przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. To dowód, że w tej pracy liczy się coś więcej niż tylko zysk.

Case Study 2: Klient z drugiego końca świata

Sprzedaż nieruchomości z lokatorami, przy ruchliwej ulicy, bez możliwości wykonania profesjonalnej sesji zdjęciowej? Brzmi jak misja niemożliwa. Daria podjęła wyzwanie. Stosując niestandardowe metody marketingowe, dotarła do kupującego z Chin, który nie mówił po polsku i słabo posługiwał się angielskim.

Proces wymagał nie tylko pokonania bariery językowej (z pomocą tłumaczy i technologii), ale też przeprowadzenia klienta przez skomplikowane procedury prawne związane z zakupem nieruchomości przez obcokrajowca i legalizacją środków z zagranicy. Transakcja zakończyła się pełnym sukcesem, a zadowolony klient tak pokochał Warszawę, że planuje tu wrócić i założyć firmę.

Pasja, która rodzi profesjonalizm

Jak podsumowuje Daria, doradztwo w nieruchomościach to jej styl życia. To ciągłe wyzwania, nowi ludzie i możliwość realnego pomagania innym w jednym z najważniejszych momentów ich życia.

„Jeżeli wykonujesz swoją pracę będąc szczęśliwym, to ludzie też przyjmują od Ciebie to szczęście.”

Właśnie taka filozofia przyświeca nam w Eteria.pl. Wierzymy, że pasja i autentyczne zaangażowanie to fundament, na którym buduje się profesjonalizm. Historia Darii to najlepszy przykład tego, że wybierając odpowiedniego doradcę, zyskujesz nie tylko eksperta, ale przede wszystkim partnera i opiekuna Twojej transakcji, który jest wart każdej złotówki swojego wynagrodzenia.

Powyższy artykuł powstał na kanwie inspirującej rozmowy z Darią Sigarovą, która była gościem naszego podcastu. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów z jej fascynującej drogi zawodowej, usłyszeć o innych ciekawych transakcjach i dowiedzieć się, dlaczego praca z sercem przynosi najlepsze efekty, serdecznie zachęcamy do odsłuchania pełnego odcinka!

Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…



#16 Networking w biznesie – jak zbudować znajomości? gość Bolesław Drapella

Czy droga na szczyt w świecie biznesu to prosta, z góry zaplanowana ścieżka? A może to raczej suma odważnych decyzji, ciągłej nauki i, co najważniejsze, autentycznych relacji z ludźmi? W najnowszym odcinku podcastu Eteria.pl mieliśmy zaszczyt gościć Bolesława Drapellę – przedsiębiorcę, inwestora i menedżera, który stał za sukcesem takich firm jak Morizon, Gratka czy AirHelp.

Jego historia to fascynująca opowieść o tym, jak głód wiedzy, determinacja i umiejętność budowania wartościowych znajomości prowadzą do niezwykłych osiągnięć. Zapraszamy do lektury kluczowych lekcji z naszej rozmowy, które mogą zainspirować każdego, kto działa na dynamicznym rynku.

Przewaga konkurencyjna płynąca z doświadczenia

Droga Bolesława Drapelli nie zaczęła się na sali konferencyjnej. Jego pierwszą pracą było stanowisko fotoreportera. Jednak kluczowy zwrot nastąpił, gdy postanowił połączyć swoje dwie pasje: hotelarstwo i rodzący się internet. Zanim stworzył jakikolwiek produkt, podjął fundamentalną decyzję.

„Wiedząc, że chcę połączyć internet i hotelarstwo i stworzyć jakiś produkt właśnie dla tego hotelarstwa w internecie, wiedziałem, że najpierw muszę stać się hotelarzem, żeby zrozumieć, jakie są potrzeby, co trzeba zrobić.”

To podejście – najpierw zrozumieć klienta i jego świat, a dopiero potem tworzyć dla niego rozwiązania  jest dla naszej agencji nieruchomości niezwykle bliskie. Aby skutecznie działać na warszawskim rynku nieruchomości, nie wystarczy znać ceny. Trzeba rozumieć potrzeby, marzenia i obawy zarówno kupujących, jak i sprzedających. Drapella już na studiach wiedział, że samo zbieranie zaliczeń to za mało. Równoległe zdobywanie doświadczenia zawodowego dało mu kluczową przewagę konkurencyjną.

Wizja, transparentność i spojrzenie na rynek nieruchomości od kuchni

Gdy Bolesław Drapella obejmował stanowisko prezesa w Morizonie, firma była niewielką, zadłużoną, trzyosobową spółką. Co go przyciągnęło? Innowacyjny model biznesowy i wizja, jak można zmienić rynek. Jego doświadczenia z portalami nieruchomościowymi to bezcenna lekcja o ewolucji branży.

Kontrastował podejście Gratki, która jako część papierowego koncernu wydawniczego, mimo wzrostów, „rosła wolniej niż rynek, czyli de facto traciła rynek”, z dynamicznym podejściem Morizona. Kluczem okazało się postawienie w centrum uwagi nie tylko agenta nieruchomości, ale także użytkownika końcowego – osobę szukającą swojego wymarzonego M.

„(…) nas to interesuje, bo my jednak, mimo że Wy nam płacicie, to my łączymy dwie strony i ten klient szukający nieruchomości musi być zadowolony. Więc jeśli Ty, drogi pośredniku, czujesz, że 10 dni odpowiedzi na zapytanie jest okej, no to super, ale Ty będziesz u nas na dziesiątej stronie wyników, a nie na pierwszej, drugiej, gdzie tak naprawdę dzieje się cała magia.”

To pokazuje, jak ważne jest dbanie o jakość i standardy w całej branży. W Eteria.pl wierzymy, że sukces to wspólny cel – zadowolony klient to najlepsza wizytówka dla agencji nieruchomości.

Sztuka budowania relacji: Networking, który działa

Jak zbudować sieć kontaktów liczącą tysiące osób? Bolesław Drapella ma na to jasną odpowiedź: autentyczność i unikanie transakcyjności.

  • Unikaj „speed datingu”: Prawdziwe, głębokie relacje biznesowe rzadko rodzą się na spotkaniach nastawionych wyłącznie na wymianę wizytówek. Znacznie częściej powstają organicznie, np. podczas konferencji branżowych czy w grupach dyskusyjnych, gdzie łączy nas wspólny cel.
  • Szukaj wspólnych wartości: Najtrwalszy biznes buduje się z ludźmi, z którymi dzielimy podobne spojrzenie na świat. Jak mówi nasz gość: „Jeśli my na poziomie wartości nie jesteśmy w stanie się jakby dogadać, no to o jakim biznesie możemy mówić wspólnie?”.
  • Zarażaj pozytywną energią: Zakładanie dobrych intencji u innych i otaczanie się pozytywną energią sprawia, że praca staje się przyjemniejsza, a budowanie relacji – znacznie prostsze i skuteczniejsze.

Znajdź mentora i płać dobrem dalej

Każdy na swojej drodze potrzebuje przewodnika. Dla Bolesława był nim mentor z czasów pracy w hotelarstwie, który nie podawał gotowych rozwiązań, ale nakierował go tak, by sam znalazł odpowiedzi. To bezcenna lekcja odpowiedzialności i samodzielnego myślenia.

Co ciekawe, Drapella zachęca, by samemu szukać takich osób i nie bać się prosić o pomoc.

„Ktoś kiedyś mi pomógł, to ja komuś też pomogę. Ja jestem tu, gdzie jestem dlatego, że ktoś kiedyś mi pomógł.”

Często zakładamy, że osoby sukcesu są zbyt zajęte, by poświęcić nam chwilę. Tymczasem prośba o półgodzinną rozmowę przy kawie, poparta szczerym zainteresowaniem, może otworzyć drzwi do bezcennej wiedzy i inspiracji.

Powyższy artykuł to jedynie fragment ogromnej dawki wiedzy i inspiracji, jaką Bolesław Drapella podzielił się w naszym podcaście. Opowiedział również o zarządzaniu zmianą w zespole, godzeniu życia zawodowego z prywatnym i o swoim najnowszym projekcie, Saunowym Stawie, który jest kwintesencją jego biznesowej filozofii. Jeśli chcesz poznać całą tę fascynującą historię, serdecznie zachęcamy do wysłuchania pełnego odcinka podcastu.

Namiary na Bolesława Drapelle

https://www.saunowystaw.p

https://saunagrow.com/pl/

Subskrybuj podcast, co tydzień dostaniesz powiadomienie o nowych odcinkach i przyczyniasz się do jego rozwoju. Z góry dziękujemy ? 

Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#15 Jak znaleźć ? okazje inwestycyjne? Sprawdzone sposoby

Marzenie o zakupie nieruchomości w Warszawie 10, 20, a nawet 30% poniżej jej wartości rynkowej rozpala wyobraźnię wielu inwestorów. Czy to jednak tylko mit i kwestia szczęścia? W Eteria.pl wierzymy, że okazje inwestycyjne nie przytrafiają się przypadkiem. One zdarzają się tym, którzy są przygotowani, działają strategicznie i wiedzą, gdzie szukać.

W naszym najnowszym podcaście Cezary Nocula podzielił się sprawdzonymi sposobami na wyszukiwanie prawdziwych perełek na rynku nieruchomości. Na podstawie tej rozmowy przygotowaliśmy dla Ciebie wpis, który odkryje tajniki skutecznego polowania na okazje.

Czym tak naprawdę jest okazja inwestycyjna?

Zanim zaczniemy poszukiwania, zdefiniujmy, czym jest „okazja”. To nie tylko oferta z ceną niższą niż inne w internecie. Prawdziwa okazja to nieruchomość kupiona poniżej jej realnej wartości rynkowej, czyli ceny, za którą faktycznie można by ją sprzedać w danym momencie.

Warto pamiętać, że inwestorzy patrzą na okazje z różnych perspektyw:

  • Inwestor pod wynajem: Dla niego kluczowy jest stosunek ceny zakupu do potencjalnego przychodu z najmu. Jak słusznie zauważono w podcaście: „liczy się to za ile kupi i za ile to wynajmie i jaki procent jakby mu w ciągu roku to przyniesie.” .
  • Inwestor kupujący na sprzedaż (flipper): Tutaj liczy się niska cena zakupu, wysoka potencjalna cena sprzedaży oraz płynność, czyli szybkość, z jaką można sfinalizować transakcję.

Gdzie szukać? Jawne i ukryte źródła okazji

Okazje można podzielić na dwie kategorie: jawne, czyli widoczne na pierwszy rzut oka, oraz ukryte, które wymagają od nas więcej pracy i sprytu. Oto sprawdzone źródła, z których sami korzystamy.

1. Internet: Gra na czas i strategię (Okazje jawne)

Wydaje się to oczywiste – przeglądanie portali ogłoszeniowych. Jednak gdy pojawia się oferta w atrakcyjnej cenie, konkurencja jest ogromna. Inni inwestorzy, agenci i automatyczne systemy powiadomień reagują błyskawicznie. Jak wygrać ten wyścig?

  • Szybkość: „Czas tutaj ma diametralne znaczenie, czas zabija transakcje.” Czasem 20 minut zwłoki oznacza, że okazja jest już nieaktualna.
  • Strategia telefoniczna: Nie czekaj na spotkanie. Już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej buduj relację ze sprzedającym. Daj mu do zrozumienia, że jesteś zdecydowanym, gotówkowym klientem. Możesz zagrać o czas, mówiąc: „Czuję, że się porozumiemy. Może wstrzyma się Pan na razie z umawianiem kolejnych spotkań, dopóki nie zobaczymy, czy dojdziemy do transakcji?” To daje Ci cenną przewagę.

2. Gdy czas staje się Twoim sojusznikiem (Okazje ukryte)

„Kropla drąży skałę, a czas zbija cenę” – to motto powinno przyświecać każdemu, kto szuka ukrytych okazji. Często sprzedający, bazując na zawyżonych cenach ofertowych konkurencji, wystawiają swoją nieruchomość zbyt drogo. Mija miesiąc, drugi, trzeci, a telefon milczy.

Jeśli zidentyfikujesz, że sprzedający ma silną motywację i konkretny termin na sprzedaż (np. wyjazd za granicę), jego elastyczność cenowa będzie rosła z każdym tygodniem. Nieruchomość wystawiona początkowo za 11 500 zł/m² po kilku miesiącach może zostać sprzedana nawet za 9 000 zł/m², gdy właściciel zrozumie, że czas się kończy. Kluczem jest tu badanie potrzeb klienta i cierpliwość.

3. Dostęp do ofert off market

Dobry agent nieruchomości to nieoceniony partner. Może on nie tylko wykonać za Ciebie pracę związaną z przeszukiwaniem rynku, ale przede wszystkim dać Ci dostęp do ofert, których nie znajdziesz w internecie. To transakcje, w których konkurencja jest zerowa.

Warto również wiedzieć o istnieniu specjalistów, którzy zawodowo zajmują się wyłącznie wyszukiwaniem okazji. Kluczem do efektywnej współpracy jest precyzyjne określenie swoich oczekiwań i budowanie trwałych relacji.

4. Networking poza rynkiem:

Prawdziwe perełki często znajdują się poza oficjalnym rynkiem. Kto ma do nich dostęp?

  • Prawnicy (sprawy spadkowe, rozwody)
  • Ekipy remontowe i sprzątające mieszkania
  • Firmy dezynfekcyjne

Te osoby mają bezpośredni kontakt z właścicielami, którzy z różnych powodów (np. odziedziczony spadek, kłopotliwi najemcy, problemy techniczne) mogą chcieć szybko i dyskretnie sprzedać nieruchomość. Jak opowiadał Cezary w podcaście: „Pan złota rączka, który na osiedlu spółdzielni pełni funkcje naprawcze (…) już nam podrzucił dwie okazje inwestycyjne”. Buduj sieć kontaktów i nie zapominaj o gratyfikacji za polecenie.

5. Siła lokalnych relacji

Będąc na miejscu, w konkretnym budynku czy na osiedlu, rozmawiaj z ludźmi – w windzie, na ławce, przed klatką. Uśmiechaj się, bądź pomocny. Nigdy nie wiesz, czy sąsiad z windy nie wie o kimś, kto planuje sprzedaż, lub czy sam nie nosi się z takim zamiarem. To prosta, ludzka metoda, która potrafi przynieść zaskakujące rezultaty i doprowadzić Cię do oferty, zanim trafi ona na rynek.

6. Marketing tradycyjny: Potęga „zrywki” i ulotki

Choć żyjemy w erze cyfrowej, tradycyjne metody wciąż działają. Rozwieszanie ogłoszeń ze „zrywkami” („Kupię mieszkanie w tej okolicy”) lub wrzucanie ulotek do skrzynek pocztowych to świetny sposób, aby dotrzeć do osób, które nie korzystają z internetu lub po prostu jeszcze nie zdecydowały się na wystawienie oferty online. Daje Ci to szansę bycia pierwszym.

Klucz do sukcesu: To nie tylko metody, to Ty

Powyższe sposoby to skuteczne narzędzia. Ale nawet najlepsze narzędzie nie zadziała bez odpowiedniego operatora. Aby realnie znajdować i kupować okazje, potrzebujesz dwóch rzeczy:

  1. Nastawienie: Musisz wierzyć, że okazje istnieją i że jesteś w stanie je znaleźć. Determinacja, energia i myślenie nastawione na sukces to absolutna podstawa. Jak mówi Cezary: „Ci zdeterminowani co z energią wchodzą na rynek zawsze wcześniej czy później coś im się trafia.”
  2. Liczby: Szukanie okazji to gra liczb. Jedna rozmowa, dziesięć przejrzanych ofert czy tydzień poszukiwań to za mało. Sukces rodzi się ze zmasowanych, konsekwentnych działań. Musisz przepracować dziesiątki kontaktów i obejrzeć wiele nieruchomości, aby wyłonić te kilka wartych uwagi, z których ostatecznie kupisz jedną.

Połączenie ilości działań, ich jakości oraz odpowiedniego nastawienia to według nas gwarancja sukcesu na rynku nieruchomości.

Powyższy artykuł powstał na bazie obszernej wiedzy i praktycznych przykładów, którymi podzieliliśmy się w jednym z odcinków naszego podcastu. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów, usłyszeć ciekawe anegdoty i jeszcze głębiej zrozumieć proces poszukiwania okazji inwestycyjnych, serdecznie zachęcamy Cię do odsłuchania pełnego nagrania. Znajdziesz je na naszej stronie oraz na popularnych platformach podcastowych.

Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#14 7 największych błędów sprzedających nieruchomości

Cześć drogi słuchaczu!

Witamy Cię w naszym podcaście „Eteria Nieruchomości”, w którym dzielimy się naszym doświadczeniem biznesowym. Mówimy tylko o tym, co faktycznie działa oraz przynosi efekty w inwestycjach, rozwoju i możliwościach nieruchomości. Jeżeli to Cię interesuje i chcesz od życia czegoś więcej, to jesteś we właściwym miejscu. W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o tym, jakie są 7 największych błędów sprzedających nieruchomości. Z tej strony Cezary Nocula, i zapraszam Cię do wysłuchania.

Starożytna filozofia a prognozy na rynku nieruchomości

Podobno starożytni greccy mędrcy wyznawali zasadę, że lepiej wiedzieć czego nie robić niż precyzyjnie mówić, co masz robić. Co mieli na myśli? Lepiej sobie wyznaczać granice, zasady, czego nie robimy, niż bardziej sobie nakazywać co robimy. W sumie nawet tak teraz sobie myślałem, 10 Przykazań z Biblii też w sumie opiera się na tej zasadzie: nie kradnij, ani nie cudzołóż, nie kłam i tak dalej i tak dalej. To samo filozofię stosowali starożytni Grecy mędrcy. No i to samo sobie jakby dzisiaj zastosujemy, ale też zacznijmy sobie od tego, dlaczego warto mówić o rzeczach, których lepiej nie robić albo w ogóle których się należy przestrzegać, jaki to ma naprawdę głębszy sens.

Wyznaczanie zasad i ich wpływ na nasze życie

Jeżeli mamy zasady, na przykład powiedzmy, z zakresu żywienia, że nie jem cukru, mięsa, fast foodów i nie mam konkretnej diety, ale mam takie zasady, że nie jem tego typu produktów, to co się wtedy dzieje? Jeżeli nie jemy tego typu produktów, które nam szkodzą, przykładowo nie chcemy się odchudzić, a tego produktu widzimy, że jemy go bardzo dużo i negatywnie wpływa na naszą wagę oraz naszą figurę, no to wtedy, jeżeli my tego nie jemy, siłą rzeczy będziemy jedli coś innego  z dużym prawdopodobieństwem, coś dużo zdrowszego niż te artykuły czy produkty, których sobie zakazaliśmy.

Wtedy z jednej strony wiemy mniej więcej, co mamy robić, z drugiej strony też mamy pewną dowolność, swobodę. Nie ograniczamy się, tylko wręcz przeciwnie wiemy czego nie robić i mamy pełną swobodę. W tym przypadku żywieniowym, możemy jeść wszystko inne. Ale też, z drugiej strony, skoro chcemy coś w życiu poprawić, to nie będziemy jeść słodyczy i zaczniemy jeść hamburgery i zapiekanki wyłącznie, bo wiadomo, że to może nie przynieść pozytywnych rezultatów. Lecz, co do zasady, wtedy się przerzucamy na lepszej jakości jedzenie dla nas.

Szybkie wypracowanie dobrych praktyk i unikanie błędów

Znając pewne błędy, możemy bardzo szybko wypracować swoje własne dobre praktyki, które działają u nas i są dużo bardziej skuteczne, jeżeli mamy pewne ramy już zarysowane. W tym podcaście omówimy przykłady ograniczeń i zasad, których się trzymam, które zwiększają moją produktywność, zdrowie i kilka innych rzeczy.

Osobiste ograniczenia i zasady

  1. Nie oglądanie telewizji: Po prostu nie oglądam telewizji, nie mamy nawet telewizora. Chyba że gdzieś jestem u kogoś, ale to niezamierzenie. Ten czas, którego nie tracę na oglądanie telewizji, inwestuję gdzie indziej – czytam książki, pracuję, rozmawiam z ukochaną, bawię się z psem.
  2. Nie upijanie się na imprezach: Po prostu się nie upijam. Piję alkohol, ale się nie upijam. Dzięki temu wstaję rano bez bólu głowy i czuję się dobrze. Na imprezie mogę robić praktycznie wszystko, tylko się nie upić. Ta zasada służy mi od kilku lat.

Warto skomponować swoje własne rzeczy, również w życiu prywatnym, bo moim zdaniem to, czego nie robimy, jest ważniejsze niż to, co robimy. To dużo bardziej nas definiuje.

Prognozy na rynku nieruchomości: 7 grzechów  głównych przy sprzedaży nieruchomości

Mając już podkładkę zrobioną, przechodzimy do rzeczy, których naprawdę nie warto robić sprzedając nieruchomości. Przedstawiam Wam 7 grzechów  głównych  w kontekście prognoz na rynku nieruchomości i sprzedaży nieruchomości.

1. Poleganie na jednym źródle informacji

Często nasi klienci pozyskują informacje z jednego źródła, którym jest bardzo często internet. To prowadzi do błędów nie tylko w zakresie cen, ale także odnośnie formalności czy praktyk na rynku nieruchomości. Artykuły na temat nieruchomości często piszą teoretycy, nie praktycy. Posiłkowanie się tylko jednym źródłem jest ryzykowne i może dużo kosztować.

2. Brak osoby odpowiedzialnej za sprzedaż

Gdy mamy kilku współwłaścicieli lub nieruchomość oddawana jest do kilku biur, często nie ma jednej osoby odpowiedzialnej za prezentację. Nie ma pełnej wiedzy o tym, co mówili inni klienci, jak przebiegała sprzedaż czy jak odzew zmieniał się w różnych miesiącach. Jeżeli nie ma jednej osoby zbierającej całą wiedzę, monitorującej i usprawniającej proces, sprzedaż może być utrudniona. Brak osoby odpowiedzialnej może prowadzić do sytuacji, gdy nieruchomość nie sprzedaje się przez długi czas, a nie ma z kim omówić, co się działo przez ten czas.

3. Błędna wycena nieruchomości

Błędna wycena nieruchomości jest bardzo częstym problemem wśród sprzedających. Często sprzedający opierają swoją wycenę na kilku ogłoszeniach sąsiednich nieruchomości, nie zważając na to, że te ceny mogą być zawyżone. W rezultacie, nieruchomość może stać pusta przez długi czas, co prowadzi do strat czasu i pieniędzy. Aby uniknąć tego błędu, warto skonsultować się z ekspertem lub odwołać się do odcinka nr 2, w którym omówiona została kwestia wyceny nieruchomości.

4. Wynajmowanie nieruchomości podczas sprzedaży

Wynajmowanie nieruchomości podczas sprzedaży może być problematyczne, zwłaszcza jeśli nie jest to nieruchomość stricte przeznaczona pod wynajem, czyli tzw. gotowiec inwestycyjny, lub nieruchomość, która na 80% zostanie kupiona przez inwestora z zamiarem wynajmu. W przypadku innych nieruchomości, wynajem może wpłynąć negatywnie naproces sprzedaży. Potencjalni nabywcy mogą być zniechęceni faktem, że w nieruchomości mieszka najemca, co utrudnia np. dostęp do lokalu w celu jego obejrzenia. Warto więc przemyśleć, czy wynajmowanie nieruchomości w trakcie sprzedaży jest dobrym pomysłem.

  1. Niewłaściwe zdjęcia i opis nieruchomości

 Zdjęcia i opis mają kluczowe znaczenie dla pierwszego wrażenia potencjalnych nabywców. Niewłaściwe zdjęcia, źle naświetlone lub nieczytelne, mogą zniechęcić zainteresowanych. Również opis powinien być jasny, precyzyjny i zawierać wszystkie istotne informacje. Warto zainwestować w profesjonalne zdjęcia i dobrze opracowany opis.

  1. Brak odpowiedzialności za marketing nieruchomości

 Właściciel nieruchomości musi aktywnie uczestniczyć w promocji swojej oferty. Obejmuje to publikowanie ogłoszeń na różnych platformach, udostępnianie oferty w mediach społecznościowych oraz utrzymanie kontaktu z potencjalnymi nabywcami. Biuro nieruchomości może pomóc w tym procesie, ale warto samemu także angażować się w promocję.

  1. Odrzucanie pierwszej dobrej oferty

 Często właściciele oczekują, że otrzymają znacznie wyższą ofertę niż ta pierwsza, dobra propozycja. Należy jednak być realistą i uwzględnić sytuację na rynku oraz konkurencję. Odrzucenie pierwszej dobrej oferty może prowadzić do długotrwałego oczekiwania na kolejną, a czasami nawet do zmniejszenia ceny.

Podsumowanie

Aby uniknąć wspomnianych błędów, warto:

  1. Korzystać z różnych źródeł informacji, nie opierając się wyłącznie na danych z internetu.
  2. Wybrać jedną odpowiedzialną osobę, która będzie zajmować się sprzedażą nieruchomości, zarówno w przypadku współwłaścicieli, jak i biur nieruchomości.
  3. Dokonać właściwej wyceny nieruchomości, ewentualnie korzystając z usług eksperta.
  4. Przemyśleć, czy wynajmowanie nieruchomości w trakcie jej sprzedaży jest korzystne, z uwzględnieniem jej przeznaczenia.

Unikając tych błędów, można znacznie usprawnić proces sprzedaży nieruchomości oraz zwiększyć szanse na szybką i korzystną transakcję.

Odrzucenie pierwszej dobrej oferty może prowadzić do kilku niekorzystnych konsekwencji:

  1. Strata czasu: Sprzedający musi nadal poszukiwać innego nabywcy, co może trwać tygodnie, a nawet miesiące, zamiast zakończyć proces sprzedaży szybko i skupić się na innych sprawach.
  2. Strata potencjalnego nabywcy: Odrzucając ofertę, sprzedający ryzykuje, że zainteresowany klient znajdzie inną nieruchomość i już nie będzie chętny na zakup tej konkretnej.
  3. Ryzyko spadku ceny: Rynek nieruchomości może się zmieniać, a oczekiwane ceny mogą spaść w przyszłości. Odrzucając dobrą ofertę teraz, sprzedający może później zmuszony być do akceptacji niższej ceny.
  4. Wizerunek nieruchomości: Jeżeli nieruchomość jest długo na rynku, może zacząć być postrzegana jako mniej atrakcyjna przez potencjalnych nabywców.

Aby uniknąć takich sytuacji, warto przemyśleć swoje oczekiwania względem ceny oraz wsłuchać się w opinię profesjonalistów, którzy pomagają w sprzedaży nieruchomości. Jeśli otrzymasz dobrą ofertę, warto ją rozważyć, nawet jeśli wydaje się być nieco poniżej oczekiwań. Sprzedaż nieruchomości może być skomplikowanym procesem, ale unikając wspomnianych błędów, można znacznie usprawnić całą transakcję. Warto skorzystać z profesjonalnego wsparcia, dokładnie wycenić nieruchomość, przemyśleć wynajmowanie w trakcie sprzedaży oraz nie odrzucać pierwszych dobrych ofert. Dzięki temu szanse na szybką i korzystną sprzedaż nieruchomości będą znacznie większe.

Umowa otwarta a zamknięta

Jeśli oddasz swoją nieruchomość na umowę otwartą do kilku biur, może być trudniej kontrolować sposób prezentacji, negocjacji czy ogólnie zarządzania procesem sprzedaży. To może prowadzić do niejasności, braku komunikacji oraz utraty potencjalnych klientów.

Oddając swoją nieruchomość na umowę wyłączną do jednego biura, zyskujesz kilka korzyści:

  1. Jednolita prezentacja: Nieruchomość będzie prezentowana w jednym, spójnym stylu, co sprawi, że będzie wyglądała bardziej atrakcyjnie dla potencjalnych nabywców.
  2. Osoba odpowiedzialna: Będziesz miał jedną osobę do kontaktu, która będzie odpowiedzialna za cały proces sprzedaży, co ułatwi komunikację i kontrolę nad postępami.
  3. Lepsza kontrola cen: Dzięki umowie wyłącznej unikniesz sytuacji, w której różne biura podają różne ceny za tę samą nieruchomość. To sprawi, że oferta będzie bardziej przejrzysta dla potencjalnych nabywców.
  4. Większe zaangażowanie biura: Jeśli biuro ma wyłączność na sprzedaż nieruchomości, będzie bardziej zmotywowane do jej sprzedania. W przypadku umów otwartych, biura mogą nie przykładać się równie mocno do sprzedaży, licząc na to, że inni agenci zrobią to za nich.
  5. Unikalność oferty: Nieruchomość sprzedawana tylko przez jedno biuro będzie wydawać się bardziej unikalna, a tym samym może zyskać większe zainteresowanie na rynku.

Podsumowanie

Unikając wspomnianych błędów podczas sprzedaży nieruchomości, można znacznie usprawnić cały proces. Staraj się dokładnie wycenić nieruchomość, unikać wynajmowania w trakcie sprzedaży, nie odrzucać dobrych ofert, a także oddać swoją nieruchomość na wyłączność do jednego biura nieruchomości. Dzięki temu zwiększysz swoje szanse na szybką i satysfakcjonującą sprzedaż nieruchomości.

Ważne jest, abyśmy wszyscy uczyli się na podstawie własnych doświadczeń i błędów innych, aby uniknąć powtarzania tych samych błędów w przyszłości. Poniżej przedstawiam krótkie podsumowanie poruszonych kwestii:

  1. Pamiętaj, że nieruchomość jest sprzedana dopiero wtedy, gdy pieniądze są na stole. Nie rezygnuj ze sprzedaży, dopóki nie masz pewności, że kupujący jest gotów przystąpić do transakcji.
  2. Nie dawaj się zwieść obietnicom klientów, którzy mówią, że chcą kupić nieruchomość, ale nie są gotowi podpisać umowy przedwstępnej czy wpłacić zadatku. Konkretny i zdecydowany klient podejmie szybkie działania.
  3. Traktuj biznes jako grę, w której musisz znać i przestrzegać swoich zasad. Wiedza na temat tego, czego nie robić, jest równie ważna jak wiedza na temat tego, co robić. Pozwala ci to lepiej eksplorować obszary życia i biznesu, które przynoszą korzyści.
  4. Doceniaj wartość współpracy z innymi, słuchaj ich rad i dziel się swoimi doświadczeniami. Wspólna nauka i rozwój są kluczowe dla sukcesu.

Mam nadzieję, że powyższe rady okażą się przydatne dla innych osób, które rozważają sprzedaż nieruchomości. Pamiętaj, że wartość wynika zarówno z działań, jak i z unikania pewnych błędów. Powodzenia w przyszłych transakcjach nieruchomościami!

 

#13 Strategia sprzedaży nieruchomości, czemu prawie nikt jej nie ma?

Podejście strategiczne sprzedaży nieruchomości. Co dzisiaj nowego w naszym podcaście i czego możecie się dowiedzieć?

  • jakie są składowe naszej strategii sprzedaży?
  • jak sprzedać drożej, mając podobną nieruchomości co konkurencja w okolicy?
  • jak robić marketing, aby był skuteczny i efektywny?
  • jak określić profil idealnego klienta?
    i wiele więcej!

?Subskrybuj podcast, co tydzień dostaniesz powiadomienie o nowych odcinkach i przyczyniasz się do jego rozwoju. Z góry dziękujemy ?

===== Chcesz nas poznać lepiej?

Odwiedź stronę internetową naszego biura nieruchomości: http://eteria.com.pl

Mail kontaktowy: [email protected]

FB Nataliia Iali: https://www.facebook.com/nataly.yali/

FB Cezary Nocula: https://www.facebook.com/czarek.nocula

Insta Nataliia Iali: https://www.instagram.com/nataliia_iali/

Kanał: YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCovS…

Facebook:  https://www.facebook.com/eteriaconsul…

Instagram:  https://www.instagram.com/eteria_cons…

#12 Jak znaleźć klienta na nieruchomość, kiedy wszystko inne zawiodło? Kreatywne metody pozyskiwania.

Dzisiaj opowiadam o tym, jak znaleźć klienta na nieruchomości w nieszablonowy sposób. Dowiesz się m.in.:

  • czemu dzisiaj jest to niezbędne, aby kreatywnie podchodzić do sprzedaży nieruchomości
  • sposoby offline na pozyskanie klienta
  • sposoby online na znalezienie kupującego

?Subskrybuj podcast, co tydzień dostaniesz powiadomienie o nowych odcinkach i przyczyniasz się do jego rozwoju. Z góry dziękujemy ?.

 

===== Chcesz nas poznać lepiej?

Mail kontaktowy: [email protected]

Nasz kanał na YouTube

Nasz podcast na iTunes

Facebook Nataliia Iali

Facebook Cezary Nocula

Instagram Nataliia Iali

Facebook Eteria Consulting

Instagram Eteria Consulting

 

#11 RYZYKA przy kupnie oraz sprzedaży nieruchomości – gość adw. Rafał Horończyk

Cześć drogi Słuchaczu! Witamy Cię w naszym podcaście „Eteria Nieruchomości”, w którym dzielimy się naszym doświadczeniem biznesowym i mówimy tylko o tym, co faktycznie działa oraz przynosi efekty: o inwestycjach, rozwoju i możliwościach w nieruchomościach. Jeżeli to Cię interesuje i chcesz od życia czegoś więcej, to jesteś we właściwym miejscu. W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o tym, jakie ryzyka przy kupnie nieruchomości mogą nas spotkać. Gość — Adwokat Rafał Horończyk. Z tej strony Cezary Nocula. Zapraszam Ciebie do wysłuchania! 

 

Cezary Nocula: Dzisiaj mam przyjemność gościć Rafała Horańczyka — naszego znajomego adwokata i prężnego przedsiębiorcę, który stoi na czele kancelarii rafałhoronczyk.pl i ma ogromne doświadczenie z nieruchomościami. A uwierzcie mi, niewiele jest niestety prawników, którzy tak naprawdę znają się na temacie. Z naszego doświadczenie, wiadomo, każdy mówi, że się zna, żeby wziąć pieniądze od klienta, ale jak przychodzi co do czego, to niestety bywa z tym różnie. Rafał pomagał nam w wielu naszych wyzwaniach, naszym Klientom i naprawdę już jest zaprawiony w rynku, na bojach w nieruchomościach i naprawdę jest godnym partnerem. Zaprosiliśmy go dlatego, że jest przykładem, ja to nazywam, trochę dinozaura, czyli naprawdę uczciwego prawnika, który jak już bierze jakąś sprawę, to jak coś się da zrobić, to mówi, że się da, jak mówi, że są małe szanse, to są małe szanse. Także, cześć Rafale!

 

Rafał Horańczyk: Cześć Cezary! Witam wszystkich słuchających! Bardzo dziękuję za miłe słowa. Faktycznie tak nam się zdarza, że staramy się uczciwie do tych wszystkich tematów podchodzić i kiedy wiemy, że jesteśmy w stanie pomóc, to o tym mówimy, a kiedy widzimy, że może być cienko, to proponujemy inne rozwiązania. 

 

C.N: Super. Jakbyś Rafale mógł powiedzieć dwa, trzy słowa naszym słuchaczom, w ogóle, w jakich gałęziach prawa się poruszasz, jak to u Was wygląda, czy się zajmujecie w kancelarii.

 

R.H: Wiesz, co, w naszej kancelarii, postanowiliśmy skupić się na pomocy prawnej przedsiębiorcom. Bardzo wielu z nich to są właśnie firmy pośredniczące w obrocie nieruchomościami — mamy takich stałych klientów kilku, z niektórymi słyszymy się prawie codziennie, niektórych słyszę co pół roku, ale niezmiennie staramy się im pomagać i dostarczać pewien taki support* między innymi przy trudnych wypadkach prawnych, które nieraz się zdarzają przy przeprowadzaniu transakcji w ramach pośrednictwa nieruchomości. Czasem w trakcie udaje się jakoś pomóc, a czasem niestety musimy zadziałać po fakcie, kiedy musimy coś naprawić. 

 

C.N: Tak, faktycznie z mojego doświadczenia, jak już się idzie do prawnika, to niestety prawdopodobnie już się woda z kołyski wylała. I też po to ten odcinek nagrywamy wraz z Rafałem, żeby pewne historie, typowo z doświadczenia, opowiedzieć: czego unikać, na co uważać, jakie wnioski wyciągnąć dla siebie z tych historii, aby albo przeciwdziałać, albo w pewne rzeczy w ogóle nie wchodzić, albo, jak już się wydarzy coś takiego, o czym Rafał będzie mówił, to jak przeciwdziałać tym ryzykom, które są w nieruchomościach. Bo tak się mówi, że nieruchomości są bezpieczne, bezpieczne — pytanie, co Rafał na ten temat sądzi. A jak to właśnie, Rafale, z Twojego doświadczenia, w jakich momentach trwania transakcji klienci przychodzą do Was statystycznie najczęściej? Jak to z Twojego doświadczenia wygląda?

 

R.H: Często przychodzą jeszcze w trakcie trwania tej transakcji, po to, żeby zachować przy niej maksymalne bezpieczeństwo. Aczkolwiek najczęściej przychodzą już po zawarciu umowy przedwstępnej, po tych pierwszych ustaleniach z drugą stroną, kiedy okazuje się, że ta transakcja nie idzie tak gładko, jak sobie zakładali: kiedy druga strona nie chce finalnie zawrzeć tej umowy, gdy już po tej transakcji, nawet wiele lat po niej, okazało się, że było z nią coś nie tak i coś właśnie trzeba przy niej naprawić. 

 

C.N: Czyli nawet po latach od zawarcia transakcji klienci czasem przychodzą? 

 

R.H: Tak, mamy taki jeden przypadek, gdy po latach Pani, która kupiła mieszkanie, dowiedziałaś się, że delikatnie mówiąc, z księgą wieczystą tego jej mieszkania było coś nie tak. Otóż pierwotnie, kiedy nabywała spółdzielcze/własnościowe prawo do lokalu, była święcie przeświadczona, że mieszkanie nie ma urządzonej tej księgi wieczystej, a dopiero później się okazało, że ta księga jest i można powiedzieć, że samo mieszkanie / sam lokal, żył dwoma życiami. Jednym w ramach swojej księgi wieczystej, która okazało się, że jest, a drugim bez tej księgi, gdy się miało okazać, że to ona stała się uprawnioną do tego właśnie mieszkania.

 

C.N: Aha, a jak się o tym dowiedziała?

 

R.H: Jakoś totalnie przypadkiem. Tutaj chyba chodziło o to, że zwróciła się do niej firma, która udzieliła pożyczki pierwotnym uprawnionym do tego lokalu. 

 

C.N: Tym poprzednim właścicielom, tak? 

 

R.H: Tym poprzednim właścicielom. Z żądaniem, żeby przyjęli z powrotem to mieszkanie, jako swoją własność, ponieważ stanowiło ono przedmiot zabezpieczenia w umowie z przewłaszczeniem na zabezpieczenie. 

 

C.N: Wow, czyli Ci poprzedni właściciele mieli umowę z firmą pożyczkową i oni chcieli jakby ten lokal przejąć?

 

R.H: Wręcz przeciwnie, Ci poprzedni właściciele tę pożyczkę spłacili, tylko taka, jaka jest istota tej umowy z przewłaszczeniem na zabezpieczenie, właścicielem mieszkania stała się firma dająca pożyczkę, na wypadek, gdyby ta ich pożyczka nie została spłacona. Z tym że tutaj ta pożyczka została spłacona i firma wręcz sama chciała się pozbyć uprawnienia do tego lokalu, żeby ktoś jej w przyszłości nie posądził o to, że pieniądze z pożyczki owszem wzięła, a mieszkania nie oddała. Tylko że, widzisz, dziwna sytuacja, bo nawet Ci właściciele uwcześni, też nie byli do tego mieszkania uprawnieni, ponieważ zdążyli je sprzedać w ramach umowy sporządzonej w formie aktu notarialnego. 

 

C.N: A pytanie, czy ta kupująca w ogóle wiedziała, że jest jakieś przewłaszczenie, jak to kupowała? 

 

R.H: Nie, nie wiedziała tego. Ta informacja została… 

 

C.N: Zatajona.

 

R.H: Zatajona, być może zapomniana przez sprzedających.

 

C.N: Yhy, no bo sprzedający, tak się domyślam, wiedzieli o tym, czy…? No chyba ciężko nie wiedzieć, jak się pożycza pieniądze i to z przewłaszczeniem. 

 

R.H: Powiem tak, możliwe, że tajemnicę w tym przedmiocie, Ci właściciele zabiorą wręcz ze sobą do grobu. Nie jesteśmy w stanie tego ustalić. Też trudno nam tutaj to wnioskować. 

 

C.N: A może, jakbyś powiedział tak dwa, trzy słówka, bo rzucamy temat — umowa przewłaszczenie — to jakbyś tak tylko wytłumaczył naszym słuchaczom, cóż to jest, bo to jest taka dosyć specyficzna umowa. 

 

R.H: Otóż tak: jest to umowa w oparciu o umowę pożyczki. Przyjmujemy, że jedna osoba pożycza drugiej pieniądze i ta osoba, która te pieniądze przyjęła, przekazuje na własność, swojemu pożyczkodawcy, jakiś przedmiot. Może to być mieszkanie. Umawiają się w ten sposób, że do czasu, aż ta pożyczka nie zostanie spłacona w pełni, właścicielem tego mieszkania pozostaje ta firma, która dała pożyczkę. Nie zmienia to faktu, że pożyczkobiorca może dalej w tym mieszkaniu mieszkać, ale nie jest formalnym właścicielem tej nieruchomości, więc nie może na przykład jej sprzedać.

 

C.N: Aha, czyli tamta firma była już wpisana w księdze wieczystej, jako nowy właściciel? 

 

R.H: Tak, była wpisana w księdze wieczystej, jako nowy właściciel.

 

C.N: A mieszkanie zostało sprzedane jeszcze kolejnym właścicielom. 

 

R.H: No taki psikus; mieszkanie zaczęło żyć dwoma życiami: jednym spoza księgi, jednym z księgi. 

 

C.N: A jak ta sprawa się skończyła? Bo szczerze mówiąc, pierwszy raz się spotykam z czymś takim, z takich dużych uchybień, rzekłbym. Chociaż to lekko powiedziane! Jedna firma jest właścicielem, sprzedaje w ogóle ktoś inny, ktoś to kupuje w sumie… Właśnie, jak to jest? Ta Pani, co kupiła, to stała się właścicielką? Jak to się skończyło pod kątem wszelakim?

 

R.H: Droga była długa. Wielokrotnie nam się wydawało, że skończy się, o tyle negatywnie, że będziemy musieli całą sprawę wyjaśniać na drodze sądowej, lecz udało się skutecznie doprowadzić do stanu kiedy, ta pani kupująca stała się właścicielem również wpisanym do księgi wieczystej. Nasza rola tu polegała na tym, żeby tak delikatnie przeprowadzić cały temat pomiędzy tą firmą pożyczkową a sprzedającymi, żeby nie było potrzeby kierować tej sprawy do sądu. O ile bylibyśmy pewni tego, że udałoby się to rozwiązać pozytywnie, o tyle bylibyśmy również pewni tego, że cały temat zająłby nie kilka miesięcy, ale kilka lat, a też trzeba pamiętać, że kiedy sprawa trafia do sądu, wchodzi tutaj taki czynnik, który może dawać jakieś nieprzewidywane wydarzenia. Stąd bardzo się staraliśmy….

 

C.N: Uniknąć sądu?

 

R.H: Żeby tego sądu uniknąć, tak jest. 

 

C.N: Tamta firma współpracowała, rozumiem, we wszystkim i po prostu chciała zakończyć tę sprawę tak jak i Wy, tak?

 

R.H: Tak, firma pożyczkowa współpracowała od początku. Wręcz oni sami się odgrażali, że jeżeli nie uda się doprowadzić sytuacji do szczęśliwego zakończenia, w postaci wypisania ich z tej księgi wieczystej, to oni sami zdecydują się kogoś pozwać. Zauważ, jaka to była kuriozalna sytuacja! Osoba wpisana jako właściciel nieruchomości idzie do sądu po to, żeby stwierdzono, że ona tym właścicielem nie jest. 

 

C.N: No tak, kuriozum. A czemu tej firmie pożyczkowej na tym tak mocno zależało?

 

R.H: Wyobraź sobie, że ktoś by się dowiedział, o tym, że pomimo tego, że została spłacona pożyczka, to ta firma, cały czas jest właścicielem. No ktoś by powiedział: „Kasę wzięli, ale mieszkania nie oddali. No to kolejni oszuści, lichwiarze”.  Wiesz, wiele firm pożyczkowych działa zupełnie uczciwie i tutaj należy oddać również to, że tak właśnie działali. Wiec pozornie na swoją niekorzyść, ale chcieli właśnie doprowadzić sprawę do takiego końca, że mogli zostać odczytani, jako zupełnie uczciwi. Z ich twierdzeń wynika, że oni przez wiele lat próbowali przekonać tych państwa, co finalnie sprzedali nieruchomość, do tego, żeby się kurcze stawili u tego notariusza i przyjęli z powrotem tę nieruchomość, a tej współpracy nie było.

 

C.N: Aha, oni zapomnieli, sprzedali, jak to niektórzy klienci. A powiedz mi Rafale, jak Twoim zdaniem, ta klientka co kupowała — a właśnie, ona kupowała to bezpośrednio, przez pośrednika, jak w ogóle doszło do tej transakcji, że doszło do takich uchybień, jak pamiętasz?

 

R.H: Z tego, co wiem, nieruchomość i ogóle transakcja, była prowadzona bez pośrednika. Co można było zrobić na tamtym etapie, żeby do całej tej sytuacji nie doszło? Tutaj jawi się, takie rozwiązanie, żeby zweryfikować jednak dodatkowo to oświadczenie spółdzielni. Istnieje możliwość wykupienia (za stosunkowo niewielką kwotę; to jest chyba kilkadziesiąt złotych od jednej sztuki), żeby wpisać adres konkretnej nieruchomości i otrzymać informację, że albo ma założoną księgę (dostajemy od razu numer tej księgi, jesteśmy w stanie zweryfikować przez internet, kto jest wpisany jako właściciel tej nieruchomości) albo otrzymujemy informację, że tej księgi wieczystej nie ma i dopiero najczęściej przy tej transakcji, którą planujemy, ta księga zostanie założona.

 

C.N: To też, może dopowiem od siebie, nawet nie trzeba płacić za księgę wieczystą. Jak chce się zweryfikować czy jakaś księga jest, to po prostu wystarczy wpisać adres nieruchomości i jeżeli ta księga jest, no to można ją kupić, jeżeli jej nie ma, no to jakby…

 

R.H: Tak, nawet się nie płaci. W momencie, kiedy jest informacja, że księgi nie ma, to nawet wychodzi bezkosztowo.

 

C.N: To zajmuje trzy minuty, a można sobie każdą nieruchomość, którą się kupuje, bo zakładam, mało kto kupuje kilka nieruchomości dziennie, żeby nie miał dwóch minut, żeby to sprawdzić. Także to dosyć prosta rzecz, a pomaga. Tutaj spółdzielnia zaświadczyła nieprawdę, co z naszego doświadczenia zdarza się dosyć regularnie i już niejednokrotnie notariusz nas odsyłał do spółdzielni, bo spółdzielnia popełniała jakieś błędy. I to nie było raz, dwa, trzy razy, tylko co któryś case. Mimo że spółdzielnia tych zaświadczeń wystawia pewnie kilka/kilkanaście dziennie, no to czasami robią błędy, ale tutaj, jak Rafale mówisz, to naprawdę, zapomnieć o księdze wieczystej – dosyć spory błąd.

 

R.H: No tak, bo gdyby o tym pamiętano, to całą sytuację dałoby się dużo prościej wyprostować — w tamtym momencie na przykład, przed transakcją, albo ta pani, która kupowała, mogłaby stwierdzić, że nie ma ochoty na przeprowadzanie całej tej ryzykownej akcji, że znajdzie sobie inną nieruchomość. Bądź na przykład mogłaby stwierdzić, że skoro mamy takie wady prawne, to porozmawiajmy o niższej cenie tej nieruchomości.

 

C.N: Rafale, jakiego jeszcze typu case’y spotykaliście? Ten, co opowiadałeś, to naprawdę był hardcorowy, ale chyba macie jakieś takie, powiedzmy, co się częściej/regularnie zdarzają?

 

R.H: Pewnie również i Wam się zdarzało, że już po zawarciu umowy przedwstępnej, nawet w formie aktu notarialnego, któraś ze stron transakcji się rozmyśliła/stwierdziła, że coś takiego się wydarzyło, że finalnie nie chcą odpowiednio kupić czy sprzedać tej nieruchomości.

 

C.N: Mają do tego prawo.

 

R.H: Mają do tego pełne prawo, oczywiście, tylko że troszeczkę inaczej to prawo wygląda, kiedy zdecydowali się zabezpieczyć całą transakcję zadatkiem. Czyli kupujący przekazał sprzedającemu część ceny (najczęściej to jest wręczane przy zawarciu umowy przedwstępnej), ale jedna strona na drugą ma taki musik, że jeżeli druga strona doprowadziłaby do sytuacji, że do transakcji nie dochodzi, to ponosi negatywne konsekwencje. Na przykład może utracić tę kwotę zadatku, pomimo tego, że właściciel nieruchomości się po drodze nie zmienił. Taką sytuację mieliśmy teraz stosunkowo niedawno. Sama transakcja miała miejsce dwa lata temu, a dosłownie kilka dni temu odebraliśmy wyrok sądu drugiej już instancji, stwierdzający rację naszego klienta. Ale może zacznę od początku. To był początek pandemii, kiedy nasz klient postanowił przeprowadzić się z miasta gdzieś na wieś i nawet wypatrzył sobie mieszkanie, które mu odpowiadało. Rozmowy ze sprzedającymi trwały, pamiętam, kilka miesięcy, ale w końcu dogadali się zarówno co do ceny, jak i co do tego, że zawrą umowę przedwstępną.

 

C.N: Rozmowy w sprawie zakupu jakieś nieruchomości, tak?

 

R.H: Tak jest.

 

C.N: I tam były prowadzone bezpośrednio?

 

R.H: Tak, tam również właśnie nie było pośrednika. Po wielu miesiącach dogadali się co do kwoty i co istotne ustalili pewną kwotę zadatku. Zawarli umowę przedwstępną, ustalając, że w ciągu trzech miesięcy zawrą umowę przyrzeczoną. Tutaj kupujący chciał sobie dać czas na załatwienie formalności związanych z uzyskaniem finansowania zakupu — oczywiście odpowiednim kredytem. Kiedy już się zwrócił do sprzedającego z informacją, że to finansowanie ma zapewnione, sprzedający już nie był tak bardzo chętny, żeby sprzedać; twierdził, że sytuacja zrobiła się niepewna w związku z pandemią.

 

C.N: Po prostu zwalał na pandemie, że coś tam jest nie tak.

 

R.H: Tak, zwalał na pandemie, że coś jest nie tak. Dosyć mętne tłumaczenia otrzymywaliśmy. I tak jak mówiłem, sprawa zakończyła się w sądzie, te tłumaczenia po drodze, też się zmieniały. W każdym razie zaproponował, że on tę kwotę zadatku, którą przyjął, odda, ale nie odda drugiej części tego zadatku, czyli łącznie dwukrotności, stwierdzając, że do transakcji nie doszło z przyczyn obiektywnych, niezawinionych przez nikogo, a już na pewno nie przez niego.

 

C.N: Yhy, czyli zwalał jakby na pandemię, tak?

 

R.H: Zwalał na pandemie.

 

C.N: A to nie jest jakby taki czynnik trzeci? Nie mógł się tym podeprzeć?

 

R.H: Powiem tak, jeżeli w tej konkretnej sytuacji udałoby mu się wykazać, jak ta pandemia wpłynęła konkretnie na jego sytuację – w ten sposób, że lepiej, żeby tego domu nie sprzedawał – no to owszem, mogłoby się to nawet powieść, ale tutaj było takie luźne stwierdzenie: „No pandemia, no niepewność, no może on stracić pracę, to może w sumie tej transakcji nie róbmy”. Brakło tego konkretu, tego, w jaki sposób ta pandemia przekładała się na jego sytuację.

 

C.N: Bo on tam bez prawnika, rozumiem, się tłumaczył? Czy miał jakiegoś?

 

R.H: Tak, tłumaczył się bezprawnika; był święcie przekonany, że zdoła przekonać tych naszych klientów do rezygnacji z tej kwoty.

 

C.N: A o jakiego rzędu kwotę chodziło?

 

R.H: To chodziło o kwotę rzędu kilkunastu tysięcy złotych.

 

C.N: Aha, okej.

 

R.H: Tutaj wkroczyliśmy w momencie, kiedy oświadczyliśmy w imieniu klienta, że okej, finalnie on nie chce tej nieruchomości (istniałaby oczywiście możliwość, żeby się udał do sądu, z żądaniem stwierdzenia, że może się stać właścicielem tej nieruchomości, dzięki temu, że zawarli tę umowę w formie aktu notarialnego), ale stwierdził, że już nie chce mieć z tym państwem nic wspólnego i żąda zapłaty przez nich tej drugiej części zadatku. Ci coś tam nam nawet odpowiedzieli, stwierdzając, że są nam w stanie zaoferować, pamiętam, maksimum 1/6 kwoty, której się domagaliśmy, czyli jakąś tam małą część tego zadatku. Nasz klient na tyle podenerwował się całą sytuacją, że stwierdził, że nie przyjmie takiej propozycji i widząc, że nie uda się tego załatwić polubownie, zdecydowaliśmy się na drogę sądową.

 

C.N: Okej i jak się sprawa skończyła?

 

R.H: Udało nam się uzyskać nakaz zapłaty na zapłatę tej kwoty; ten nakaz został doręczony, tym państwu co sprzedawali, obecnie już pozwanym w sprawie i zdecydowali się, ze swoim prawnikiem, nie tylko złożyć sprzeciw od tego nakazu zapłaty, ale również wytoczyć przeciwko nam powództwo wzajemne. To jest interesująca konstrukcja — zrobili tzw. powództwo rebus sic stantibus

 

C.N: A co to jest?

 

R.H: Chcieli dążyć do stwierdzenia, że tej umowy przedwstępnej, dotyczącej zakupu tego mieszkania, w ogóle nie doszło z uwagi na to, że miały miejsce na tyle nadzwyczajne okoliczności, że sąd biorąc pod uwagę równość stron/ich dobro, stwierdziłby, że do tej umowy w ogóle nie doszło.

 

C.N: Mimo tego, że była podpisywana notarialnie, tak?

 

R.H: Mimo tego, że była podpisywana notarialnie. Wspominana pandemia miała sprawić, że tej umowy w ogóle nie ma. Tylko nie przewidzieli jednej kwestii, że: wytaczając powództwo wzajemne, tworzą zupełnie nową sprawę, w której jest też dużo większa tzw. wartość przedmiotu sporu. Oni w tym momencie atakowali całą umowę dotyczącą nieruchomości. Tam była kwota około 400 tysięcy złotych. I tak jak nasz pozew dotyczył kwoty kilkunastu tysięcy złotych i od tej kwoty zapłaciliśmy 5% tytułem opłaty sądowej, tak oni w tym momencie powinni zapłacić 5% z tej kwoty kilkuset tysięcy złotych, stwierdzając, że całej umowy w ogóle nie ma. Patrząc po działaniach drugiej strony, to wyglądało tak, jakby się dopiero w tym momencie o tym zorientowali i nie przedstawili tej informacji klientowi. Dopiero później, w międzyczasie jakoś.

 

C.N: To klient się pewnie zdziwił, że chronił swoje kilkanaście tysięcy, a miał zapłacić 5% z 400, no to 20 tysięcy.

 

R.H: No tak, przyjmijmy, że to jest ta kwota 20 tysięcy złotych.

 

C.N: A sprawa, jak mniemam, też mocno niepewna. Albo bardziej mała szansa.

 

R.H: Absolutnie niepewna. I tak jak mówiłem, w związku z tym, że nie dało się wykazać tego konkretnego wpływu pandemii na sytuację tych państwa, to wręcz sprawa przegrana. Czyli oni by sobie włożyli te 20 tysięcy złotych, zapłacili swojemu prawnikowi i zapłacili jeszcze naszemu klientowi, za to, że skorzystał z naszej pomocy, bo zasada jest taka, że przegrany opłaca w pełni wygranego.

 

C.N: No tak, czyli to też w sumie taki przykład, że jak nie masz racji, to lepiej się nie kłócić, albo jak już kłócić, to wziąć jakiegoś dobrego prawnika, bo z tego, co mówisz, to chyba tamta kancelaria nie za bardzo wiedziała, co robi.

 

R.H: Tak, ogólna zasada jest taka, że kiedy się zorientujemy, że błąd jest po naszej stronie, to im wcześniej się z tego wycofamy, tym lepiej. No tutaj, tak jak mówię, sprawa była toczona jeszcze przez drugą instancję — w zasadzie do końca.

 

C.N: A czasami doradzasz klientom — jak przychodzi do Ciebie klient, mówi swoją sytuację (zrobiłem to, to i tamto), to czasami mówisz tak klientom wprost: „No słuchaj, tutaj lepiej się przyznać i wziąć to na klatę”. Jakie macie w ogóle podejście w kancelarii do tego typu tematów? Czy idziecie w zaparte?

 

R.H: Każdą sprawę poprzedzamy analizą, na ile jest szansa, że uda się uzyskać to powodzenie. Są sytuacje takie, że mówimy, że prawie na pewno się uda, to co nasz klient zamierza zrobić.

 

C.N: A jak jest case, że jest raczej przegrana pozycja w dużym procencie?

 

R.H: Jeżeli jest duża szansa na przegraną, no to proponujemy podjęcie jakichś rozmów polubownych z drugą stroną, wskazując, że jesteśmy w stanie do tego sądu iść. Ale jeżeli się to nie powiedzie, to odradzamy to, przyjmując, że już w tym momencie ryzyko jest za duże. Tak jak mówię, gdyby nasz klient przegrał, to nie tylko straciłby koszty opłaty sądowej, które poniósł, ale jeszcze musiałby ponieść koszty, które poniosła druga strona, broniąc się przed tym niezasadnym roszczeniem.

 

C.N: Okej, super. Super — no może nie dla tego klienta, co przegrał.

 

R.H: Zdarza nam się, że po takiej analizie klient stwierdza, że jednak chce spróbować. My oczywiście w tym momencie w sądzie walczymy jak lwy.

 

C.N: A jak Twoim zdaniem Rafale, można było rozwiązać to najlepiej dla tego klienta sprzedającego?

 

R.H: Sądzę, że gdyby na etapie przedsądowym odpowiedział na nasze wezwanie do zapłaty, dał jakąś rozsądniejszą ofertę, niż zapłatę 1/6 należnej kwoty, to nasz klient, stwierdziłby, że całość nie jest warta tego zachodu, żeby kierować sprawę do sądu i by się tą kwotą zadowolił. Zasada jest taka: kiedy się już zorientujemy, że w jakiś sposób błądziliśmy, popełniliśmy błąd, to z tego błędu trzeba się starać jak najszybciej wyjść. No i tym wyjściem, byłaby właśnie tutaj rozsądna propozycja ugodowa.

 

C.N: No tak, właściwie, tak z naszego doświadczenia, tak mi się wydaje, że jakakolwiek rekompensata (za czekanie kupujących i pewnie staranie się o kredyt) by im wystarczyła, żeby ich nie pozywać dalej do sądu. To bardziej był case użycia umiejętności miękkich i porozumienia się przez te dwie strony, żeby dojść do jakiegoś consensusu. Nie odpali 20 tysięcy, ale 10 czy nawet 5. Cokolwiek.

 

R.H: Tak. Żeby to nie była kwota symboliczna, żeby nasi klienci byli po prostu usatysfakcjonowani. Też powiedzmy sobie, od nas dostali rekomendacje, że idziemy do sądu, jak po swoje.

 

C.N: No tak, bo ludzie czasami sobie nie zdają sprawy, że czas też kosztuje. Jak ktoś się stara, to ta rekompensata, jest tak jakby… nie dość, że oni muszą szukać kolejnego mieszkania, to jeszcze stracili czas na procedury kredytowe itd., itd. No dobra Rafale, to teraz, czy macie jeszcze jakiś ciekawy case? Nie wiem, może choćby coś w zakresie troszkę innym — jakichś działek. Coś Tobie przychodzi do głowy?

 

R.H: Mógłbym Ci opowiedzieć o takim case’ie, który, może Ci się spodobać o tyle, że transakcja była przeprowadzona z pośrednikiem.

 

C.N: O super.

 

R.H: Tylko że pani, która sprzedawała nieruchomość, stwierdziła, że ona zrobili lepiej i zrobiła sobie tylko krzywdę. Tak wchodząc w większe szczegóły: pani sprzedająca była z zagranicy, jak sobie przypominam, chyba nawet w ogóle z innego kontynentu i zawarła umowę pośrednictwa sprzedaży swojej działki z pośrednikiem z Polski. I ten pośrednik działał sobie swoim rytmem celem znalezienia odpowiedniego kupującego. Tutaj nie pamiętam dokładnie, co się pani nie podobało — czy ogólnie sposób obsługi, czy tempo tej obsługi — i stwierdziła, że poszuka sobie kupującego na własną rękę. Znalazła takiego. Nawet drogą korespondencyjną zawarli ze sobą umowę przedwstępną, ale zwykłą pisemną, nie w formie aktu notarialnego. Chyba tutaj też celem było uzyskanie finansowania przez kupującego. No i kiedy pani sprzedająca dostała informacje, że to finansowanie jest zapewnione, przyleciała specjalnie do Polski wydając blisko 2 tysiące złotych na bilety (wtedy one nie były tanie).

 

C.N: Czyli rozumiem, że sprzedająca sprzedawała przez pośrednika, pośrednik był nieskuteczny, znalazła sama kupującego i z nim podpisała listownie umowę.

 

R.H: Wiesz, co, patrząc na dalszą część historii, życzyłbym jej takiej nieskuteczności, jaką się „wykazał” ten pośrednik. Ponieważ, w międzyczasie okazało się, że ten pan kupujący, kupić tej nieruchomości nie może ot, tak sobie, ponieważ państwo nie wzięli pod uwagę, że sprzedawana jest działka rolna. A w tym momencie, jeżeli taka ma powyżej 1 hektara, a tutaj ta działka miała powyżej 1 hektara, do transakcji potrzebna jest zgoda Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w skrócie KOWR. Gdyby, jakimś sposobem, notariusz pozwolił na zawarcie takiej umowy, to byłaby ona z mocy samego prawa nieważna i nie mogłaby doprowadzić do zmiany właściciela nieruchomości.

 

C.N: Czyli rozumiem, że klientka przyleciała z zagranicy specjalnie już na umowę końcową i notariusz jej na umowie powiedział, że nie przeprowadzi? Jak to wyglądało?

 

R.H: Była przekonana, że wszystkie formalności są dograne do końca i że przyjeżdża wyłącznie dopełnić tą jedna ostatnią formalność w formie podpisania umowy. Nie zadbała tutaj o uzyskanie tej wiedzy, jakie te formalności do końca są potrzebne. Głęboko wierzę w to, że gdyby to robiła ze wsparciem zaangażowanego już przez siebie pośrednika, to by jej powiedział, że to trzeba jednak troszeczkę inaczej przeprowadzić, żeby faktycznie taka zgoda tego KOWR-u się pojawiła i żeby faktycznie przeprowadzić tę transakcję do końca.

 

C.N: No tak, czyli klientka trochę poszła po swojemu i tutaj niekoniecznie jej się to w tym wypadku opłaciło. A kto i z czym do Was przyszedł? W jakim przypadku? To ten kupujący się do Was zgłosił, czy sprzedająca?

 

R.H: Przyszedł do nas pośrednik, wtedy kiedy już się całe mleko wylało i kiedy już byli na siebie tak wszyscy wkurzeni, że nawet gdyby chcieć tę transakcję przeprowadzać od nowa (co byłoby możliwe), to jednak z uwagi na to, że, już pewne koszty zostały poniesione, że pewne oczekiwania już nie zostały spełnione, to tylko i wyłącznie się wszyscy ze sobą pokłócili. Pani wróciła sobie do swojego miejsca zamieszkania, kupujący też już nie chciał z nią rozmawiać. Każdy na każdego stwierdził, że jest niepoważny/niekompetentny i, że biznesów robić razem nie będą.

 

C.N: Aha, czyli popularnie mówiąc, transakcja się rozleciała na wszystkie sposoby.

 

R.H: Tak jest. Tak jak mówię, dałoby się to doprowadzić, ale już ten kapitał zaufania został utracony bezpowrotnie, jak się okazało.

 

C.N: Z naszego doświadczenia też takie case’y regularnie przerabiamy, że jak już dochodzi czasami do bezpośrednich rozmów — dlatego, my też często, jak pośredniczymy w transakcjach, to my jesteśmy jednak tym buforem między kupującym a sprzedającym. No też nie ze względu, żeby się tam nie kłócili, chociaż to czasami jakby pomaga, bo my przeważnie mamy bardzo dobre relacje z jedną i drugą stroną, a kupujący ze sprzedającym jakby…. nie jest to czasami nawet konieczne, żeby się jakoś super lubili, bo my jesteśmy od tego, żeby te sprawy załatwiać. Ale też druga rzecz, pod tym kątem prawnym, jak widać w tych przypadkach, dobry pośrednik pewnie by doradził, jak to rozwiązać i co jest potrzebne, no bo już przerabiał tych case’ów.

 

R.H: Oczywiście. To by była zupełnie rutynowa transakcja, bo na co dzień obecnie nie-rolnicy kupują działki rolne. Trzeba to przeprowadzić odpowiednio, ale jest to jak najbardziej do przeprowadzenia.

 

C.N: Także tutaj, ta oszczędność czy to może była niekompetencja tamtego pośrednika, który się ociągał…

 

R.H: Ostrożnie z tym ociąganiem się, bo wiesz, te oczekiwania klientów, czasem są tak duże, że nawet najlepszy pośrednik ich nie spełni. No i wtedy, gdy ktoś uważa, że wie lepiej, to nie zatrzymasz, no nie powstrzymasz kogoś przed takim działaniem.

 

C.N: No tak, czasami jakby domniemania klientów są różne, ale to mogło im się wydawać. Też czasami mamy tak, że klient chce, żeby im sprzedać mieszkanie w trzy tygodnie, a jak się nie sprzedaje, to w ogóle co my robimy.

 

R.H: Do niczego ten pośrednik. Przecież pisaliście na stronie, że jedno się sprzedało w trzy dni. Umówmy się, niekażdorazowo tak się uda.

 

C.N: Takie rzeczy się bardziej zdarzają, niż co drugą nieruchomość sprzedajemy w trzy dni. To jakbyśmy brali chyba inne prowizje, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Tutaj trochę mnie dziwi, że pani była z zagranicy i zamiast skorzystać z kogoś innego, to sama chciała to przeprowadzić. Też trochę taki wniosek, że jak coś umiesz robić, to rób to sam, z naciskiem na „jak umiesz robić”. Jak ktoś nie potrafi naprawiać silników, to może niech się za to lepiej nie zabiera, no bo…

 

R.H: Zrobi sobie krzywdę.

 

C.N: Tak. Czasowo, kosztowo, emocjonalnie — pewnie troszkę tę panią kosztowało.

 

R.H: A tak to sobie tylko przyjechała na chwilę do rodzinnego kraju, ale raczej ten wizyty pozytywnie wspominać nie będzie.

 

C.N: Rafale, to myślę, że już tutaj wystarczająco takich fajnych historii przytoczyłeś. Jakbyś to Rafale podsumował? Jakieś wspólne wnioski dla naszych słuchaczy — co mogliby z tego wziąć i wdrożyć w swój sposób działania, postępowania, myślenie?

 

R.H: To znaczy, myślę, że zupełnie uczciwie należy powiedzieć, że większość transakcji na rynku nieruchomości odbywających się bezpośrednika, pójdzie jakoś tam dobrze. Nie wystąpią te czynniki losowe sprawiające, że transakcja się nie uda, dwie strony są pełne dobrej woli i dzięki temu nie ma żadnych takich nieporozumień w trakcie rozmów. Niemniej, jednak kiedy już idzie w złą stronę i widać, że może coś pójść w tej transakcji źle, to straty wynikające z tego są duże. Tak jak w omawianych sytuacjach, jest to: konieczność zapłaty większych kwot pieniężnych na przykład tytułem kosztu procesu, jest to utrata dobrego kontrahenta, który pozwoliłby tę transakcję dokończyć, a na pewno każdorazowo jest to mnóstwo nerwów, straconego czasu, co jest tym bardziej bolesne w momencie, kiedy nie mamy tego efektu w postaci transakcji. Udział pośrednika jest takim buforem bezpieczeństwa — oni widzi po prostu, kiedy coś idzie w złym kierunku i on jest w stanie to naprostować, w taki sposób, żeby do tej transakcji jednak doszło z korzyścią dla obu stron.

 

C.N: No tak, bo tak naprawdę, jak jest jakiś pośrednik — no może nie jakiś — dobry pośrednik, no bo też, powiedzmy sobie szczerze, też się spotykaliśmy, z tym że przez pośredników różne fuck upy występują. A jak jest dobry pośrednik, który zna się na swojej pracy i się angażuje, no to on dużo rzeczy z doświadczenia wychwyci wcześniej.

 

R.H: Oczywiście.

 

C.N: Pod względem prawnym, jak powiedziałeś, jedna z podstawowych rzeczy — kompletacja dokumentów. Wiadomo, tutaj mówi, się, że notariusz wszystko zrobi, ale notariusz czasami czegoś nie zobaczy, czasami o czymś zapomni. Notariusz też jest człowiekiem. I też się spotykamy bardzo często, jak kompletujemy dokumenty, że notariusz czasami na umowie, coś sobie przypomina, albo coś tam jednak nie tak jest no i, mimo że robi tych umów kilka dziennie no to i tak czasami się gdzieś pomyli czy o czymś zapomni – bo miał tyle roboty, że zapomniał wysłać jakiegoś dokumentu. A wiadomo, jak się współpracuje z dobrym pośrednikiem, to przeważnie ma dobrego, sprawdzonego notariusza i nie ma jakichś tam ryzyk. Niby błahych, ale tutaj właśnie klientka przylatuje choćby z zagranicy. Co innego, jak ktoś ma tam 20 minut do notariusza, a ktoś kupuje bilety za dwa czy trzy tysiące. To jest inna sprawa.

 

 I też tutaj temat, który poruszyliśmy, czynnika ludzkiego – komunikacji między klientami. Jak jej jakby nie ma, bo jest na słabym poziomie… z naszego doświadczenia, we wszelkich trudnych case’ach, da się dojść do porozumienia w naprawdę 95% przypadków, a w tych 5%, no to odzywamy się do Rafała i piszemy pisma (tam, gdzie się naprawdę już nie da). Ale 95% przypadków dogadujemy między ludźmi. Klient musi być bardzo, bardzo oporny, żeby nie chcieć się porozumieć w tę czy w tę stronę, albo też klienci czasami nie wiedzą, jakie są rozwiązania danych problemów, albo też czasami mają taką dumę, że ciężko ich jakby przekonać do czegoś. A dobry specjalista potrafi rozmawiać i tę transakcję czy kolanem, czy łokciem jakoś tam dopiąć albo współpracować właśnie z dobrym, sprawdzonym prawnikiem, żeby takich kosztów uniknąć. I emocjonalnych i finansowych, bo też Wasze usługi/sądy kosztują.

 

R.H: Odgrywamy podobną rolę do Was — tego bezpiecznika. Wielokrotnie bez nas uda się to dograć, ale czasem jest to niezbędne, w szczególności, kiedy już się okazało, że to mleko się rozlało.

 

C.N: Dokładnie. A też już jak pewne rzeczy dochodzić sądownie, no to Rafale, jak to w ogóle statystycznie u Was wygląda? Ile średnio trwają sprawy związane z nieruchomościami? Żeby słuchacz miał świadomość, jak te dalsze kroki wyglądają, ile to trwa.

 

R.H: Przed 2020 rokiem było źle, teraz jest w zasadzie tragicznie, jeżeli chodzi o tempo rozpoznawania spraw. Te najprostsze, w których chodzi tylko i wyłącznie o stwierdzenie przez sąd, że jest kwota do zapłaty – one idą stosunkowo szybko. Nawet w ciągu miesiąca jesteśmy w stanie uzyskać nakaz zapłaty. Niemniej jednak są sprawy, kiedy na to czeka się nawet i 12 miesięcy. Jeżeli już jednak wchodzi kwestia sporu pomiędzy stronami, trwa to miesiącami, latami. Czasem ten czas schodzi na czynności zupełnie trywialne jak wymiana najprostszych pism pomiędzy sądem, stronami, pełnomocnikami a świadkami. A kiedy jeszcze jest potrzebna jakaś wiedza, która przerasta sąd, na przykład z zakresu wyceny nieruchomości przez biegłego, no to wtedy też trzeba tak co do zasady dołożyć do długości sporu co najmniej rok.

 

C.N: A pieniądze i emocje zaangażowane.

 

R.H: Oczywiście, że tak. Można powiedzieć, że zadowoleni są prawnicy, którzy prowadzą tę sprawę, ale my trochę inaczej do tego podchodzimy. Dla nas liczy się ten cel, który klient osiągnie. Najlepiej, żeby to osiągnął bez sądu, ale czasem, biorąc pod uwagę, jaki ten cel jest, jest to trudne. W szczególności, jeśli druga strona nie chce się porozumieć.

 

C.N: Pewnie. I Rafale, jeszcze jedna rzecz. Otóż my mamy taki zwyczaj w naszym podcaście, że życzymy naszym słuchaczom tego, co życzylibyśmy sami sobie. Pytanie, co byś życzył naszym słuchaczom na zakończenie?

 

R.H: Powiem tak, mógłbym zupełnie tradycyjnie życzyć zdrowia, szczęścia i pomyślności, ale jednak umówmy się, że chcielibyśmy zamknąć się w temacie, który poruszaliśmy w tym odcinku. Więc podsumowując, życzę naszym słuchaczom, żeby mogli osiągać swoje cele bez konieczności odwoływania się do sądu, bo tak jak mówiłem, czasem uda się ten cel z jego pomocą osiągnąć, czasem nie, ale ile stracimy nerwów, czasu, pieniędzy, to nikt nam nie odda.

 

C.N: Dokładnie, tego też sam sobie życzę. 

 

R.H: Wiem, że może to dziwnie brzmieć z ust prawnika, niemniej jednak widzę, że dużo bardziej zadowoleni są Ci nasi klienci, którzy te swoje cele osiągną bez tego sądu. Nawet jeżeli osiągną swój rezultat, no to, jest jednak lepiej, kiedy zdołają go osiągnąć trzy lata wcześniej, bez uciążliwego, choć wygranego sporu sądowego.

 

C.N: Też do tych klientów się na pewno zapisuję. Drogi Słuchaczu, jak Tobie się podcast podobał, to za wszelkie lajki, share’y, komentarze będziemy bardzo wdzięczni, bo to jest takie docenianie naszej pracy i też tutaj na pewno gość Rafał będzie zadowolony. Jeżeli ktoś miałby jakieś dodatkowe pytania, czy chciał się skontaktować z Rafałem, to podamy dane kontaktowe jego kancelarii w opisie tego podcastu. No i co? Ja Wam życzę wszystkiego dobrego. Trzymajcie się ciepło. Żegnamy się dzisiaj. Do zobaczenia za tydzień. Cześć!

 

R.H: Również dziękuję za wysłuchanie. Cześć!